niedziela, 27 lipca 2014

Friday night

Leżenie w łóżku z Harrym było prawie nie do zniesienia. Kocham go, ale jednocześnie czuję się winna.
- To co wydarzyło się dziś było nieco dziwne, prawda? - zaśmiał się lekko, szepcząc.
- Hm? - rzuciłam wyrwana z zamyślenia.
- To zdjęcie. - wyjaśnił.
- Tak, też tak sądzę.
- Co?
- Powiedziałam...
- Nie, dlaczego jesteś taka nieobecna?
- Nie jestem.
- Jesteś.
- Zapewniam Ci że nie jestem. - skłamałam.
- Nieważne. - mruknął, przewracając oczami.
- Nie zachowuj się tak wobec mnie. - usiadłam.
- Sh! - zażądał.
- Nie uciszysz mnie!
- Przestań, co się stało?
- Nie wiem, przepraszam. - wyluzowałam trochę.
- Masz taką huśtawkę nastrojów.
- Wiem...Przepraszam.
- Nie ma potrzeby, poradzę sobie z tym. - odwrócił się i przytulił się do mnie.
Po dłuższej chwili milczenia i powolnego oddychania myślałam że Harry już śpi. Nie żeby mi na tym zależało czy śpi czy nie, nadal byłam pochłonięta moimi myślami. Położył się na mnie dla odmiany. To było dziwne, trzymając go takiego niewinnego. Ten obraz przypominał mi o tym w kim się zakochałam. Nie w tym szalonym, kochającym pić barbarzyńcu.
- Kocham Cię. - szepnął miękkim, łagodnym głosem. Moje serce omal nie złamało się w pół.
- Kocham Cię. - odpowiedziałam całując go w czoło. Jego loki łaskotały moje policzka.
- Po wieki wieków.
- Będę się o to starać. - czułam coraz większe zmęczenie, ale jednocześnie nie mogłam zasnąć. Z takim poczuciem winy z powodu tego dzieciaka. Tanner to kawał dupka, ale mimo to czuję się źle z jego powodu.
Jeszcze dwa dni tutaj, wylatujemy w niedziele na noc. W sumie wszystkie wycieczki były w porządku. Miło było mieć tu wszystkich obok siebie i spędzić czas z rodziną i najbliższymi. Spotkaliśmy 5 wspaniałych przyjaciół i Benny urządza nam jutro imprezę. Więc muszę przyznać że to całkiem udany urlop. Nie mogę doczekać się aż wrócimy do domu ale cieszę się że tu przyjechaliśmy. Dom to zupełnie inny temat, życie na własną rękę.
- Czy nie było by miło kochać się tutaj? - szepnął przytulony do mojej piersi. Otworzyłam szerzej oczy kiedy jego palce zaczęły kreślić różne wzoru na moim ciele.
- Hm?
- Może powinniśmy się tutaj przeprowadzić. - wyjaśnił. Czułam jego wilgotny oddech na mojej skórze.
- A co z naszymi pracami, naszymi przyjaciółmi? Anglia to nasz dom.
- Sh. - przyłożył palca do moich ust.
Uśmiechnęłam się do siebie. Jego senne komentarze zawsze sprawiały że czułam się lepiej. Wszelkie wątpliwości idą na lewo kiedy pomału zamykam oczy i pozwalam się przenieś do krainy snu, po prawej mój przystojny chłopak obejmujący mnie przez całą noc.

piątek, 25 lipca 2014

Friday afternoon

Machałam naszymi splątanymi palcami gdy szliśmy wzdłuż ulicy. Większość chłopaków była zajęta, ale Lukowi i Ashtonowi udało się ] do nas dołączyć.
- Więc, jak się macie? - Luke zapytał niepewnie.
- Dobrze. - odparłam za nas oboje.
- To dobrze... - zatrzymał się. Podeszliśmy jeszcze kilka kroków, zatrzymując się w końcu i odwracając do niego. - Czujecie to? - spytał.
- Czujemy co?
- Deszcz! - Ashton zawtórował radości Luka patrząc w niebo.
- Kocham deszcz! - wybuchnęłam.
- Wejdźmy do środka zanim bardziej się rozpada. - nalegał Ashton. Weszliśmy do jakiejś knajpki, do której zdecydowanie nie pasowaliśmy, biorąc pod uwagę ilość motocyklistów znajdujących się w środku. Uśmiechnęłam się do nich nie chcąc skończyć jak Tanner...
- Co mogę wam podać? - natarczywa pani z fioletowym pasemkiem we włosach spytała.
- Chcemy tylko poczekać aż deszcz przestanie padać.- wyjaśnił Ashton.
- Żadnego wałęsania się.
- Weźmiemy skrzydełka i wodę dla naszej czwórki. - wtrąciłam się, na co uśmiechnęła się pod nosem.
- Jasna sprawa ślicznotko. Skąd jesteście? - zmieniła ton swojego głosu.
- Jesteśmy z Anglii. - odpowiedziałam za siebie i Harrego.
- Chłopak? - trąciła Harrego łokciem.
- Yeah. - ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Fajnie. Przyniosę wam skrzydełka i wodę, zajmijcie miejsca. - nalegała. Uśmiechnęłam się i podeszłam do stolika, czekając aż chłopcy podążą za mną. Siedzieliśmy praktycznie w ciszy, sącząc naszą wodę i przyglądając się padającemu deszczu. Harry był zdecydowanie niezadowolony z tego miejsca, trochę zdenerwowany prawdę mówiąc. Deszcz się nasilił, na co mój żołądek zareagował czymś w rodzaju fikołka. Mogę się założyć, że to fajny deszcz. Naprawdę mam ochotę wyjść i skakać po kałużach i biegać dookoła.
- Chodź. - wstałam i wyciągnęłam moją dłoń w stronę Harrego.
- Co?
- Wyjdź ze mną na deszcz. - błagałam.
- Nie ma mowy. - odmówił.
- No chodź. Jestem twoją dziewczyną, jak możesz mi odmawiać! - robiłam scenę, na którą niektóre z dziewczyn siedzących przy barze odwróciły się w naszym kierunku.
- Co się dzieje, Anglio? - spytały.
- Mój chłopak nie chce pobawić się ze mną w deszczu. - wydęłam wargę w jego stronę. Mogłam powiedzieć, że naciskałam jego zapalnik, naprawdę go drażniąc.
- Czemu nie? - jedna z nich, ta najbardziej przytłaczająca, wstała.
- Nie wydaję mi się żeby to był dobry pomysł. - wytłumaczył.
- Twoja dziewczyna chcę, więc Ty też powinieneś.
- Wiem czego moja dziewczyna chcę, więc nie powinnaś się w to wtrącać. - wstał, żałując pozwolenia im zaangażować się w naszą rozmowę.
- No chodź Hazz. - błagałam. Spojrzał na mnie, na co jego powierzchowna surowość zaczęła się kruszyć.
- Właśnie Hazz. - dziewczyna wtrąciła.
- Chodźmy Rose! - złapał moje ramię. Mrugnęłam do motocyklistki, a chwilę później byliśmy już przed budynkiem.
Miałam rację, deszcz był naprawdę przyjemny. Wskoczyłam do kałuży, ale po chwili przychyliłam się i związałam dół moje sukienki.
- Jesteś taka natarczywa. - marudził.
- Dobra Harry, masz dwie opcje. - zaczęłam. - Rozpocząć o to kłótnię albo pocałować mnie jak w filmach. - oświadczyłam.
Podszedł bliżej łapiąc moją twarz i przycisnął swoje usta do moich. To było wspaniałe. Chłodny deszcz i gorąco emanujące od naszego pocałunku.
- To było miłe. - wyszeptałam, podczas gdy moje oczy wciąż były zamknięte gdy on odsunął się ode mnie.
- Hej dzieciaki. - ktoś krzyknął na nas. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy mężczyzną idącego w naszą stronę z fotografem.
- Hej. - pozdrowiłam go zażenowana.
- Zastanawialiśmy się tylko czy możemy zrobić waszej dwójce stojącej przed budynkiem zdjęcie. - spytał. Spojrzeliśmy na siebie zanim wróciliśmy wzrokiem na niego.
- Czemu?
- Uważamy że to będzie dobra reklama pubu i przyciągnie sporo dzieciaków. - wyjaśnił.
- Och. - odpowiedziałam zdziwiona.
- Po prostu tak? - spytał Harry, gdy jego ręka była opleciona wokół mojej talii, pozując jak jakiś model.
- A może moglibyśmy sfotografować pocałunek? - spytał ufnie.
- Jasne... - Harry przeciągnął, odwracając mnie w swoją stronę. Deszcz nagle zaczął dodawać tak bardzo potrzebnego elementu prawdziwości. Nasze przemoknięte ubrania przylegały do naszych ciał, a z włosów kapała woda. Złapał moją twarz po raz kolejny i mrugnął do mnie zanim złączył nasze usta. To było miłe, naprawdę miłe.
- Dzięki. - mężczyzna wyszedł spod małego zadaszenia przy drzwiach.
- Tak, nie ma problemu. - uścisnęliśmy jego dłoń.
- Jestem burmistrz Clent. John Clent. - moje serce zatrzymało się, a moje usta musiały być szeroko otwarte gdy się do nas uśmiechał.
- Jestem Rose, a to Harry. - przedstawiłam nas jękliwie.
- Więc co tu robicie dzieciaki? - spytał, zauważając nasze akcenty.
- Rodzinne wakacje. - uśmiechnęłam się.
- Fajnie! Co stało się z twoimi kłykciami? - spytał Harrego starając się kontynuować rozmowę. Mój żołądek zawiązał się w supeł i czułam jak robi mi się niedobrze. Nie powiedział nic o ranach na twarzy, co sprawiło że byłam wdzięczna.
- Pomagałem mojemu przyjacielowi w przebudowie. - skłamał. Mądre.
- Och, kiepsko. - stwierdził, spoglądając za nas. - Ashton, Luke, cześć chłopcy!
- Cześć burmistrzu Clent. - Luke odpowiedział zażenowany starając się uśmiechnąć.
- Nie widziałam was w pobliżu już jakiś czas.
- Tak, byliśmy zajęci.
- Jaka szkoda! Powinienem wracać jednak do pracy! - powiedział w końcu. Ulga momentalnie oblała moje ciało. - Bądźcie ostrożni dzieciaki. Ostatniej nocy mój syn Tanner został napadnięty. - ciągnął dalej. Przełknęłam ciężko ślinę. Napadnięty? Tak powiedział ojcu. - Był w dość kiepski stanie, ale wygląda na to, że jest już lepiej.. - przyznał.
- To dobrze, będziemy ostrożni. Dziękujemy. Przyjemnego dnia. - zostawiłam zaistniałą sytuację wracając do środka. To musi być najgorsza sytuacja w jakiej kiedykolwiek byłam.

środa, 23 lipca 2014

Friday morning

Ziewnęłam głośno, zaskakując mojego łóżkowego towarzysza i usiadłam. Siniaki pozostawione na jego twarzy wydawały się teraz bardziej widoczne. Czołganie się po nim było nie lada wyzwaniem, na szczęście zakończonym sukcesem. Zabrałam szlafrok i udałam się do kuchni.
- Dziadku... - zaczęłam siadając obok niego.
- Rosalie. - to nie było moje prawdziwe imię, ale lubił mnie tak drażnić.
- Jak dużo wiesz o Tannerze? - zapytałam, ponieważ wczoraj twarz Bennego wyglądała na najbardziej zmartwioną, co mnie strasznie nurtowało.
- Tanner? Jego ojciec jest burmistrzem. - odpowiedział. Szczęka mi opadła. Burmistrzem?
- Harry pokonał syn burmistrza? - powtórzyłam zdumiona.
- Nie martw się, po tym jak wy dwoje wróciliście do domu Benny wytłumaczył nam że to tylko nieporozumienie. Benny nie był przekonujący. Oczywiście nie rekompensuje to niczego czego doświadczyliście ubiegłej nocy. - wyjaśniał, kiwając głową.
- Przykro mi że musiałeś patrzyć na takiego Harrego.
- On tylko się bronił.
- Wydaje mi się, że robił o wiele więcej. - wymamrotałam.
Dziadek roześmiał się i poklepał mnie po ramieniu. - Bądź dobra dla niego. - zabrzmiało jak jedno z jego mądrości życiowych. Skinęłam tylko głową, po czym wstałam i wróciłam do pokoju.
- Kochanie. - jęknął Harry, siadając.
- Musisz odpoczywać. - naciskałam.
- Nic mi nie jest, naprawdę. - mówił o jego stanie fizycznym.
- Nie, to znaczy musisz uspokoić się do czasu naszego wyjazdu.
- Dlaczego?
- Tanner jest synem burmistrza i nie sądzę aby mogli dla Ciebie coś zrobić. Benny i moi dziadkowie nie dogadują się najlepiej.
- Naprawdę? - zamyślił się. - Gdyby burmistrz zechciał znać całą historię.
- Nie żartuję Harry. - powiedziałam rzucając mu poważne spojrzenie.
- Masz rację, przepraszam. - przeprosił. - Uspokoję się. - zgodził się.
- Dobrze, dziękuję. - odetchnęłam z ulgą.
- Więc jakie plany na dziś? - zapytał powoli. Spojrzałam na niego, jak stał przede mną. Przełknęłam ślinę pozbywając się negatywnych emocji i uśmiechnęłam się zanim mu odpowiedziałam.
 - Wychodzimy, spróbujemy nowych potraw. - objęłam go.
- Mówisz że chcesz jeść przez cały dzień?
- Oczywiście. - odpowiedziałam ucieszona. Harry pochylił się i pocałował mnie w nos.
- Wiedziałem że idealnie do siebie pasujemy! - bezczelnie mi dogryzał, na co go popchnęłam.
Poszłam pod prysznic mając nadzieje, że do końca naszego wyjazdu wszystko będzie dobrze, a najlepiej do końca naszego życia.
- Kochanie pospiesz się. - wołał Harry. Przewróciłam oczami po czym spłukałam włosy i wyszłam z kabiny prysznicowej. Postanowiłam że znowu założę luźną sukienkę.
- Nie poganiaj mnie Styles! Mam  już tego dość. - dokuczałam go, wbijając mu palec w tors.
- Teraz też? - zapytał agresywnie mnie całując.
- W rzeczy samej. - ubraliśmy się w ciszy, kiedy Harry był już po kąpieli. Miał na sobie szorty jeansowe, nie często widywałam go w takiej odmianie będąc w Anglii, i białą koszulkę. Natomiast ja założyłam luźną sukienkę w kolorze czarnym i narzuciłam na siebie. Mimo że ostatnie dni były ciepłe, to dziś wyjątkowo wiało chłodem. Zabrałam plecak jako moją torebkę na dziś i rzuciłam w Harrego jedną z jego bluz. Wychodziliśmy z domu kiedy nasi rodzice zatrzymali nas na chwilę.
- Gdzie dziś idziecie?
- Mamy zamiar trochę pozwiedzać i popróbować tutejszego jedzenia. - wyjaśniłam, wszyscy przyznali że to dobry pomysł.
- Świetnie, my też potem wychodzimy. - poinformował nas dziadek.
- Idziemy na zakupy w stylu vintage. - dokończyła mama.
- Super! - powiedziałam z udawanym podekscytowaniem. To nie tak że nie szanuję kultury ale jakoś nie przepadam za tego typu zakupami. Sama myśl że to mogło być kogoś, że mogło być dla niego bardzo ważne, a teraz być sprzedane za jakieśgo funta i pięćdziesiąt pensów łamie mi serce...
- Więc bawcie się dobrze. - powiedziała moja mama.
- Wy też. - uścisnęłam dłoń Harrego i skierowaliśmy się w stronę wyjścia.

piątek, 18 lipca 2014

Thursday late late night

Harry usiadł na blacie w łazience. Zabrałam myjkę, zmoczyłam wodą i przyłożyłam do jego zranionych ust. Czyściłam zapach metalu z każdym otarciem rany. Harry nie miał ze mną kontaktu wzrokowego od czasu bójki. Spojrzał w przestrzeń nade mną. Ani razu mnie nie dotknął od tego felernego zdarzenia. Ten brak kontaktu z nim był dla mnie bolesny.
- Podaj mi rękę. - poprosiłam. Zrobił co kazałam kładąc swoją dłoń na mojej. - Dziękuję. - zamknęłam jego rękę w mocnym uścisku. Delikatnie pocałowałam jego poobijane kostki, czując silny, metaliczny zapach. Skrzywiłam się czyszcząc mu rany na kostkach.
- Przykro mi. - mruknął w końcu. Spojrzałam na niego gdy wpatrywał się we mnie ze smutkiem w oczach.
- Niepotrzebnie. - zapewniłam łapiąc kontakt wzrokowy.
- Nie, naprawdę mi przykro. - powtórzył.
- W porządku. - tym razem to ja nie chciałam spojrzeć w jego oczy.
- Chyba nie zamierzasz mnie zostawić?
- Byłoby tak gdybyś to Ty z nim zaczął. - przyznałam.
- Popatrzysz na mnie? - zapytał. Powoli podniosłam wzrok na niego. Uśmiechnął się lekko. - Kocham Cię Rose. - wyszeptał.
- Ja Ciebie też.
- Nie, po prostu powiedz że mnie kochasz. - zażądał.
- Kocham Cię Harry.
- Przepraszam, naprawdę mi przykro. - powiedział ponownie, na co przewróciłam oczami i przeniosłam wzrok na jego kostki.
- Przestań przepraszać. - w odpowiedzi kiwnął głową.
Powoli przeskanowałam jego ciało, by sprawdzić czy oczyściłam każdą ranę. Harry złapał za moją rękę i przyłożył do swoich ust. Pocałował ją i szlakiem pocałunku dotarł do mojej szyi. Obserwowałam go, gdy on obserwował mnie. To było dziwne, być zakochanym w tak pięknej katastrofie.
Harry zeskoczył z blatu, zabierając myjkę z mojej dłoni, położył ją na umywalce. Pokuśtykał do łóżka. Odkąd Tanner go uderzył w kolano nie mógł normalnie chodzić. Wciągnął mnie na siebie.
- Jesteś ranny. - stwierdziłam siedząc okrakiem na nim.
- Marudzisz.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego jak bardzo się o Ciebie martwię?
- Dlaczego?
- Jesteś jak jeden z tych ciężkich statków, które w każdej chwili mogą zatonąć. - mówiłam. Jego twarz nieco zmarniała, jak zeszłam z jego bioder by usiąść obok. Nogi zwisały mi swobodnie.
- Boisz się że mógłbym Cię kiedyś skrzywdzić?
- Nie wiem...
- Ja nigdy, przenigdy tego nie zrobię. - obiecał, słyszałam szczerość w jego głosie. W jego oczach mogłam zobaczyć ból ale i prawdę. Skinęłam głową, bo nie wiedziałam co miałabym mu odpowiedzieć. - Mówię poważnie Rose, niegdy bym Cię umyślnie nie skrzywdził. Jesteś moją jedyną, wszystkim co mam, proszę, nie opuszczaj mnie nigdy. - błagał. Czułam jego ciepłą dłoń na szyi.
- Okej. - zgodziłam się.
- Powiedz że mnie kochasz. - błagał, złączając nasze czoła razem.
- Kocham Cię. - wyszeptałam zamykając oczy.
- Nie bój się. - poprosił. Otworzyłam oczy, ale on miał swoje zamknięte. - Kocham Cię bardziej niż kogokolwiek innego.
- Shhh... - przyłożyłam palec do jego ust. Ściągnęłam koszulkę i spodnie. by założyć jedną z jego dużych koszulek. Wróciłam do niego zmuszając go by się położył.
- Kocham Cię. - powtórzył.
- Wiem. - przytuliłam się do jego piersi, wsłuchując w bicie jego serca.

wtorek, 15 lipca 2014

Thursday evening

Wszyscy siedzieliśmy wokół ogniska. Było wietrznie, przez co byłam skulona na kolanach Harrego. Moja rodzina, chłopcy i Benny, wszyscy siedzieli dookoła ognia.
- Więc, co u wszystkich?
- Dobrze. - wymamrotał Harry. Zaczynałam powoli odpływać. Dłoń Harrego przenosiła się w górę i w dół mojej nogi gdy wszyscy rozmawialiśmy.
- Uch.. - zająknął się Luke. Wszyscy spojrzeliśmy na niego gdy jego głowa się odwróciła. - Może powinniśmy przenieść to do środka? - zaproponował. Spojrzałam na niego zdziwiona. Byłam zmęczona, ale nie aż tak żeby zostawić to. Było miło przy ognisku.
- Czemu? - spytała Anne. Spojrzeliśmy na niego. Na jego twarzy można było zobaczyć wymuszony uśmiech gdy chował telefon do kieszeni.
- Benny, myślę że powinieneś zabrać wszystkich do środka.
- Luke, co się dzieje? - był zaniepokojony. Luke przebiegł dłonią przez swoje włosy.
- Po prostu idźcie. - błagał. Benny przytaknął mu głową lekko zdezorientowany i zabrał nas do środka.
Starał się jak najbardziej zapanować nad sytuacją i ją zmienić temat. - To taka wspaniała noc. Jak wam się podoba Luizjana? - zapytał.
- Kochamy ją. - odpowiedziałam za wszystkich. Usta Harrego przycisnęły się do czubka mojej głowy w zgodzie.
- Jak długo jesteście razem dzieci? - spytał nas. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Rok... - zaczął Harry - ...zanim zerwaliśmy i teraz prawie pięć miesięcy. - spojrzał w dół na mnie. Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi.
- To dobrze. Wasza dwójka jest niczym bratnie dusze. - przyznał Benny.
Zachichotałam, oplatając swoje ręce dookoła Harrego mocno. - Jest moim Evangeline. - odniosłam się do filmu.
Minęła chwila i spojrzałam na Harryego, potem za okno. Zauważyłam chłopców odbywających dość ostrą rozmowę.
- Pójdę sprawdzić co u chłopaków. - zaproponowałam. Zostawiłam Harrego i wyszłam na dwór. Podeszłam do chłopaków którzy byli stłoczeni dookoła jednego. - Tanner. - jego imię wypadło z moich ust.
- Och, jest i Brytyjka. - przepchnął się przez chłopaków. Cofnęłam się, wpadając na krzesło ogrodowe.
- Co Ty tu robisz? - spytałam powoli.
- Przyszedłem dać Twojemu chłopakowi prezent.
- Jesteśmy tu jako rodzina. Proszę odejdź zanim Twojego ego zostanie zranione. - błagałam.
- Och.. - złapał moje plecy przyciągając mnie bliżej siebie. - ...jesteś taka słodka. - zadrwił.
Zakrztusiłam się własną śliną.
- Rose, chłopcy.. - Harry podbiegł w naszym kierunku zanim zwolnił. - Patrzcie kto się pokazał. - burknął. Próbowałam wydostać się z uścisku Tannera, jednak ten popchnął mnie na ziemię. Poczułam, że obradłam moje nadgarstki. Zignorowałam ból i niekomfortowe uczucie i wstałam. Zanim to zrobiłam oni byli już blisko siebie, twarzą w twarz. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Kontrolę nade mną przejął szok. Nie miałam pojęcia czy Harry ma zamiar się zamachnąć ani jak to się skończy. - Co Ty tu robisz? - warknął.
- Powiedziałem Lukowi że wpadnę. - powiedział złośliwie.
- Luke. - warknąłem.
- Rose. - wymamrotał.
- Przyszedłem żeby dać Ci to na co zasługujesz. - podszedł bliżej Harrego. Wskoczyłam pomiędzy nich, jednak szybko zostałam odepchnięta do tyłu przez Harrego. Chwyciłam tył jego koszulki, chcąc go powstrzymać.
- Nie robiłbym tego, koleżko.- Harry ostrzegł. Tanner odrzucił głowę w tył i zaczął się śmiać.
- Wiesz koleżko, nie powinieneś był mnie uderzyć tamtej nocy. - zaszydził.
- Tanner. - ostrzegłam.
- Nie wtrącaj się w to. - nalegał Harry.
- Nie! - sprzeciwiłam się. - Jeśli go uderzysz nie odezwę się do Ciebie. - przyznałam. - A jeśli Ty położyć palec na Harrym przysięgam na Boga...
- Co mała dziewczynko? - drażnił się.
- Nie kusiłbym mnie na twoim miejscu. - ostrzegł go Harry.
- Sprawdź mnie. - warknął Tanner.
- Ja nie żartuję. Harry po prostu odejdź. - doradziłam mu.
- Rose... - odpowiedział odwracając się. Spojrzał prosząco w moje oczy, walczył sam ze sobą. Oparł na kolana gdy Tanner rzucił się na niego. Przekręcił go i zaczął go bić. Krzyknęłam w przerażeniu, oglądając Harrego i nie mogąc nic zrobić.
- Broń się! Dobry boże, broń się Harry! - błagałam. Szybko karty się odwróciły i to Harry był na górze uderzając tego dzieciaka. Chłopak krzyczał w bólu i agonii gdy wszyscy uciekli.
- Harry! - Anne krzyknęła, będąc skamieniała przez to co widzi.
- Chłopcy! - wrzasnął Benny.
- Harry zejdź z niego! - rozkazałam. Odleciał, kompletnie odleciał. - TERAZ! - powiedziałam jeszcze raz. Podniósł wzrok na mnie, jego oczy kompletnie czarne. Oddychałam ciężko i nerwy wypełniały każdą moją komórkę.
- Tanner? - kolory odpłynęły z twarzy Bennego. Rozejrzał się dookoła. - Co się dzieje?
- Tej nocy gdy byliśmy na imprezie... - zaczęłam.
- Calum miał okropną biegunkę. - moja mama się wtrąciła.
- Co? - zaskoczony Calum spytał.
- Nie, nie miał. Tanner mnie pocałował i Harry próbował sam wymierzyć sprawiedliwość.
- Nic złego nie stało się tamtej nocy. - dodał Ashton, podnosząc Tannera na nogi i sadzając na krześle.
- Pokazał się tu żeby pobić Harrego, ale...
- Tak mi przykro. - błagał Harry.
Przycisnęłam moje place do rozciętych ust chłopaka.
- Shh. - uciszyłam go. Przytaknął. Jego twarz była blada, a oczy były czerwone.

sobota, 12 lipca 2014

Thursday afternoon

Harry, chłopcy i ja siedzieliśmy w aucie Ashtona. Starałam się uporać z trzęsieniem rąk spowodowanym tamtym smsem i wyrzucić to z głowy. Pewne było, że to numer nie z UK, ani z Europy. To był amerykański numer...
- Więc, ten dzieciak Tanner to taki tutejszy chuligan? - próbowałam powiedzieć to by brzmiało najnormalniej, jak to tylko możliwe. Harry dziwnie na mnie spojrzał. Potem Michael odwrócił się i również popatrzył na mnie.
- Nie, po prostu to dupek. Mam na myśli, że jeśli będziesz go prowokować skopie Ci dupę. - wzruszył ramionami na co skinęłam głową.
- Kolejne pytanie. - roześmiałam się lekko. - Przyjaźnicie się z nim? - wszyscy wybuchnęli śmiechem, starałam też się śmiać, ale moje zakłopotanie było do przewidzenia.
- Zwariowałaś? - wypalił Luke. - To jeden z tych dzieciaków, których tolerujesz, więc nie kończysz z ranami na twarzy. - wytłumaczył. Nie martwiłam się o to, że Tanner może skrzywdzić Harrego, ale o to co w złości Harry może zrobić Tannerowi. Harry położył rękę na moim kolanie, uśmiechając się do mnie.
- Dlaczego pytasz? - Ashton odwrócił się w moją stronę. Spojrzałam na niego spod rzęs.
- Tak tylko się zastanawiam. - skłamałam. Wygramoliłam się z samochodu i poszłam do bagażnika po swoje rzeczy. Ashton podążył za mną, chcąc wyjąć swoje rzeczy.
- Co to było? - zapytał. Spojrzałam mu prosto w oczy.
- Dałeś mu mój numer? - uśmiechnęłam się szyderczo.
- Musiałem. Słyszałaś co o nim mówił Luke. - tłumaczył się. Zrobiłam nadąsaną minę.
- On nie będzie próbował nic zrobić. Prawda? - powiedziałam przez zaciśnięte zęby.
- Nie powinien. - starał się odpowiedzieć najlepiej jak umiał. Westchnęłam ciężko.
Gdy wracaliśmy do samochodu Ashton położył rękę na moim ramieniu.
- Przepraszam. - powiedział.
- Zrobiłeś to co musiałeś. - naprawdę mu współczułam.

środa, 9 lipca 2014

Thursday

Obudziłam się i przewróciłam na drugi bok. Byłam trochę obolała. Ostatnia noc była bardzo udana dla nas. Zauważyłam że moje włosy są nadal wilgotne od wczorajszego prysznica, więc postanowiłam je spiąć. Przypomniałam sobie że moja mama chciała wybrać się na paradę z chłopakami. Założyłam czystą bieliznę i naciągnęłam na siebie jakąś koszulkę. Podskoczyłam delikatnie gdy poczułam mocny ucisk ramion wokół talii. Harry złożył czuły pocałunek na moim karku.
- Kochanie. - jęknął.
- Harry... - ostrzegałam. Ostatnia noc była niczym dzień sportu w domu mojego dziadka. To zarówno niepokojące jak i ekscytujące.
- Wyglądasz tak pięknie. - ciągle mnie całował.
- Nie będziemy się dziś kochać! Jedziemy zobaczyć chłopców. Uwolniłam się od jego uścisku i zabrałam swoje ubrania. Czarna bluza na zamek, oślepiająco żółty sportowy stanik i szorty. Klepnął mnie w tyłek, po czym poszedł się przebrać. Odepchnęłam go od szafy i zabrałam się za wybieranie stroju dla niego.
- To. - rzuciłam mu koszykarskie spodenki. - O i to. - dorzuciłam t-shirt pozbawiony rękawów. - To też. - bluza z kapturem poleciała w jego kierunku. - O mój Boże, to! - podałam mu snapbacka.
- Ale z Ciebie dziewczyna.
- Dzięki Bogu inaczej wczorajsza noc byłaby niezręczną odsłoną prawdy. - odpyskowałam.
Weszłam do pustej kuchni. Wszystko było wysprzątane i nie było śladu aby ktoś był w domu. Otworzyłam lodówkę i zabrałam jabłko. Minęłam mikrofale i zauważyłam, że jest dopiero 5:30.
- Kochanie, gdzie są wszyscy? - zapytał. Podeszłam do niego biorąc gryza jabłka. Przekazałam owoc Harremu, którego jeden gryz był jak moje trzy. - Jest 5:30. - stwierdziłam, na co szeroko otworzył oczy i spojrzał na zegar. Potem popatrzył na mnie wykonując uwodzicielski ruch brwiami.
- Chodź. - złapał mnie za rękę ciągnąc do naszego pokoju.
- Nie. - odmówiłam. - Jesteśmy już ubrani, a ja nie mam zamiaru po raz kolejny brać prysznica. - powiedziałam, na co zmarszczył brwi. Nagle coś w niego wstąpiło. Weszłam do naszego pokoju i złapałam telefon.
Ktoś rzeczywiście do mnie napisał?

Nieznany numer.
Wiesz...Nie skończyłem jeszcze z Twoim chłopakiem.

Moje serce złamało się w pół. Co to miało znaczyć?
- Co jest? - zapytał Harry zaniepokojony tym jak długo wpatruję się w telefon.
- Nic. - Skłamałam. Odrzuciłam telefon na bok widząc, że Harry nie zamierza ustąpić.
Szybko zadzwoniłam do Ashtona wiedząc że nie będzie zły jeśli go obudzę.
- Halo? - jego zachrypnięty głos był słodki.
- Powinieneś przyjechać po nas. - zasugerowałam. Ten ruch wyraźnie zmylił Harrego.
- Jest dopiero 5:40... - jęknął.
- Ashton, proszę! - błagałam. Westchnął ciężko, ale usłyszałam dźwięk szurania nogami i zapinania paska chwilę później.
- Już jadę. - obiecał.