sobota, 19 kwietnia 2014

62

Na początku chciałyśmy Wam życzyć zdrowych, wesołych Świąt w rodzinnym gronie. Abyście wszyscy odpoczęli i nabrali sił na te kilka miesięcy, które nam pozostały do wakacji. Udanego Dyngusa nie życzymy, bo standardowo jak to w Polsce nie będzie na niego warunków pogodowych. XOXO


Robienie czegoś na ostatnią chwilę jest zdecydowanie niemądre.Tak samo jak kupno prezentu w dzień imprezy urodzinowej.
Zaparkowałam samochód w parku. Razem z Harrym wsiedliśmy i skierowaliśmy się w stronę jego domu. Mama Harrego przywitała nas serdecznym uściskiem i zaprosiła do środka, zabierając część naszych bagaży. Dzisiaj zostawaliśmy tutaj świętować w gronie rodzinnym, mimo że jeszcze do niej nie należę. Spojrzałam na Annie zmartwionym wzrokiem, gdy przytakiwała co jakiś czas.
- Nie wiesz co jej kupić, prawda? - zapytała jakby już znała odpowiedz.
- Wiem, że to straszne ale jak mam dostać prezent w tak szybkim czasie?
- Po prostu kup jej coś z biżuterii. Ona kocha biżuterię. Harry może zostać tutaj, a ja pojadę z Tobą. - mrugnęła wychodząc po kurtkę i buty. Harry spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Wychodzisz gdzieś? - zapytał nerwowo.
- Tak, jadę z Twoją mamą po prezent dla Gemmy. - złapałam jego dłoń, pocierając kciukiem po kostkach.
- Nie chcę żebyś wychodziła w Cheshire. - powiedział, mając ku temu jakieś powody. Wiedziałam, ze chodziło mu o to, bym przypadkiem nie wpadła na kogoś kogo znał bądź lubił. To właśnie Harry.
- Nie będę siedzieć w domu, bo Ty tak chcesz. - powiedziałam cicho, na co westchnął, a jego ciepły oddech uderzył we mnie jak w ścianę.
- Wiem, znam Cię zbyt dobrze. - powiedział ironicznie, wywracając oczami. Uderzyłam go w ramię.
- Nie martw się. Wykorzystaj ten czas na relaks, okej? - delikatnie się uśmiechnęłam.
- Kocham Cię. - pochylił się całując mnie lekko, na co odwzajemniłam pocałunek. Jego mama wróciła by powiedzieć nam że poczeka na nas w drugim pokoju. Harry odsunął się i popatrzył na Annie. Wtedy ja przyjrzałam się jemu dokładnie, rozumiejąc dlaczego jestem zakochana w każdym jego kawałku.
- Chodźmy Rose, mamy trochę do zrobienia. - zawołała Annie z podekscytowaniem. Skinęłam i skierowałam się do wyjścia. Obróciłam się jeszcze by zobaczyć Harrego, który posłał mi szeroki uśmiech.
- Kocham Cię. - powiedziałam bezgłośnie zamykając drzwi za sobą.
Usiadłam na miejscu pasażera i całą drogę obserwowałam Annie w roli kierowcy. Miała cały czas uśmiech na twarzy, przez co bardzo przypominała mi Harrego.
- Więc jak to się stało, że Ty i Harry spotkacie się znowu? Jestem taka szczęśliwa z tego powodu. Gdy dowiedziałam się o waszym zerwaniu byłam bardzo rozczarowana. Harry nie chciał mi powiedzieć co się takiego wydarzyło, że zerwaliście. Ale nie musiał, Ty też nie musisz. Po prostu cieszę się, że znowu mogę Was widzieć razem. - mówiła podczas podróży.
- Też się cieszę, że to wszystko tak dobrze dla nas się skończyło. - zatrzymałam się na chwilę. Powinnam jej powiedzieć dlaczego zerwaliśmy? Nie wiem czy to nie zmieni jej podejścia do niego. - Zerwaliśmy z głupiego powodu. - powiedziałam po chwili. - Harry chciał iść na imprezę, pobawić się. Ja nie miałam na to ochoty. Dałam mu ultimatum, że jeśli wyjdzie to z nim zrywam. I wyszedł. - zaśmiałam się. Oczywiście to nie jest prawdziwy powód naszego zerwania. Mieliśmy mocniejsze argumenty, by to zakończyć.
- Ten chłopak. Czasami zastanawiam się jak to jest godzić się z nim. - zażartowała.
- Miłość sprawia, że robiły różne szalone rzeczy. - westchnęłam głośno.
- Jest tak. - zgodziła się pokornie. Popatrzyłam na jej młodą twarz. Była zamyślona.
- Więc, jesteś podekscytowana na przyjęcie?
- Oczywiście! Zaprosiliśmy około 150 gości, a Gemma nie ma o niczym pojęcia. - tryskała dumą.
- Jesteście tacy bezczelni. 
- Muszę trzymać Harrego z dala od tego. - puściła mi oczko. Roześmiałam się, a następnie odwróciłam wzrok. Poczułam że samochód się zatrzymał i zauważyłam mały budynek. To był mały butik, który pasował do tych sklepów, w których zazwyczaj kupowała Gemma. Mały, elegancki i nowoczesny.
Weszłyśmy do środka, gdzie rozejrzałam się dookoła. Natychmiast zauważyłam piękne rękawiczki i nauszniki, które pasowały do stylu Gemmy. Zabrałam je i skierowałam się do Annie, która była zachwycona pewną parą kolczyków.
- Przeprasza. - zawołałam pracownika. - Czy mogę zobaczyć te kolczyki?
- Oczywiście, kochana. - uśmiechnęła się i podała mi piękną biżuterię. 
Były to klasyczne kolczyki, mały, ale ładny kamień. Annie patrzyła na nie z zadowoleniem.
- Czy mogę dać jej to? - zapytałam nie będąc pewna dla kogo Annie je wybrała.
- Oczywiście. Och, i podobają mi się te akcesoria co wybrałaś. Ponadczasowe. - uśmiechnęła się.
Skinęłam głową dokładnie oglądając wybrane rzeczy. Gdy byłam już zdecydowana sięgnęłam do torby po pieniądze, lecz znalezienie portfela trochę potrwało.
- Annie, jak się masz kochana?
- Dobrze, a Ty Jenna?
- Świetnie, wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani przyjeciem dla Gems. Mamy dla niej niespodziankę. - odpowiedziała dziewczyna, Jenna z przymrużeniem oka. - A któż to może być? - Jenna wskazała na mnie, gdy wciąż szukałam pieniędzy.
- Rose, dziewczyna Harrego. Przyjechali do nas na weekend. - Annie uśmiechnęła się kładąc rękę na moich plecach, co wyraźnie mnie uspokoiło.
- Bardzo miło mi Cię poznać, jestem Jenna. - wyciągnęła do mnie rękę. Złapałam ja i delikatnie potrząsnęłam, jak Jenna uśmiechała się do mnie. Była bardzo ładna, podobało mi się jak wyglądała. Jej osobowość również.
- Jestem Rose. - zachichotałam, podając jej pieniądze. - obserwowałam ją. I wtedy...wspomnienia wróciły.
Jenna?
Jenna, z Cheshire.
Jenna, inna dziewczyna.

sobota, 12 kwietnia 2014

61

*Harry*

Pomaganie Rose w zakupach było trudne. Wyglądała dobrze we WSZYSTKIM. Nie chciała w ogóle mnie słuchać. Wyszła w pięknej sukience i wyglądała doskonale. Kobaltowy błękit, bez ramiączek, z rozcięciem na udzie. Wyglądała cudownie. Sukienka idealnie komponowała się z pasemkami, które miała we włosach i piegami na nosie.
- Jesteś czarująca.
- Harry została mi jeszcze jedna sukienka. - powiedziała po czym wróciła do przebieralni.
Postawiłem stopy na brzydkim pomarańczowym dywanie, którym była pokryta podłoga w korytarzu. W końcu otworzyły się drzwi. Rose wyszła z przymierzalni i zaczęła poprawiać sukienkę na swoim ciele. To była krwista czerwień, aksamit. Opinała jej klatkę piersiową. Tak jak poprzednia miała rozcięcie na udzie, co uwydatniało jej siniaki, ale Rose ciągle była uśmiechnięta. Wyciągnąłem rękę w jej kierunku, chcąc ją złapać. Uśmiechnęła się nieśmiało, stojąc pomiędzy moimi kolanami. Patrzyła na mnie. Położyłem dłonie na jej biodrach, kciukami pocierając tkaninę.
- Podoba Ci się? - zapytała cicho.
- Uwielbiam ją. - szepnąłem.
- Ja też. - uśmiechnęła się nieśmiało. Roześmiałem się cicho i przeniosłem dłoń na jej policzek.
- Jesteś taka ładna. - powiedziałem bardziej do siebie, patrząc na nią. Jej mały nosek i głęboko brązowe oczy. Jej delikatne piegi pokrywające grzbiet jej nosa i policzki. Jej pełne usta pokryte intensywnym kolorem, który był dla niej idealny. Zamknęła oczy na chwilę, uśmiechając się pod nosem. Zaraz po tym otworzyła je z powrotem.
- Zdejmę ją i idziemy po coś dla Ciebie. - dotknęła mojego nosa i odeszła. Patrzyłem jak sukienka kołyszę się na jej tyłku i bezczelny uśmiech wkradł mi się na twarz. Rose odwróciła się i uśmiechnęła się jakby wiedziała co robiłem. Po chwili wyszła z przymierzalni ubrana w to co wcześniej trzymając sukienkę w ręce.
- W co powinieneś być ubrany? - spytała od razu kierując się w stronę działu z męskimi rzeczami.
- Mam nadzieje, ze w nie garnitur ani krawat. - wymamrotałem. Rozumiem, że to bal, ale wolałbym tam nie iść tak ubrany.
- Dobrze, nie dla garnituru i krawatu. - powtórzyła. Skinąłem głową i podążałem za nią dopóki się nie zatrzymała. - To. - pchnęła we mnie wybrane ubranie, idąc w stronę marynarek. - Z tym. - rzuciła we mnie mając nadzieje, że to złapię. I na szczęście to zrobiłem. - Z jakimikolwiek czarnymi spodniami. - uśmiechnęła się z zadowoleniem.
- Jesteś pewna?
- Tak, chodźmy sprawdzić. - była w skowronkach gdy szła do kasy.
Upuściła swoją sukienkę, ale zdążyłem ją złapać zanim ktokolwiek się zorientował. Popatrzyłem na panią która stała za kasą. Znałem ją.
Dawn. Moja była.
Nie była najlepszą dziewczyna, co wyjaśnia dlaczego nasz związek trwał 5 miesięcy. Ale powód był prosty, była jedną z przyjaciółek Gemmy. Gemma chciała nas zeswatać co pogarszało sytuacje. Nie chodzi o to, że Dawn była złym człowiekiem, po prostu strasznie się czepiała. Nie mogłem wyjść z Damonem na piwo bez niej. Przypuszczam, że chciała mieć wszystko pod kontrolą nie gubiąc przy tym ostrożności, co z upływem czasu było śmieszne. Gdy widuje się z Gemmą pyta o mnie, wciąż się o mnie martwi.
- Znalazłaś wszystko, czego potrzebowałaś? - spytała patrząc na Rose, nie zauważając mnie jeszcze. Na szczęście poszedłem ukryć się do jednej z przymierzalni dopóki Rose nie skończy.
- Tak, dziękuję. - Rose skinęła głową czekając na kwotę, którą ma zapłacić za sukienkę.
- 150 £. - powiedziała Dawn zaskakując Rose.
- Cholera. - mruknęła Rose. Wiedziałem jaki będzie jej następny ruch. - Haarry! - bingo! Jęknąłem do manekina obok i podszedłem do Rose.
- Tak? - zapytałem patrząc na nią z góry.
- Masz 20£? - zapytała zdesperowana.
- Oczywiście. - odwróciłem się tyłem do Dawn nie chcąc nawiązywać z nią żadnego kontaktu.
- Hej Harry. - wtrąciła się Dawn.
- Dzień dobry. - byłem rozkojarzony. Rose patrzyła to na mnie to na Dawn, czując się niezręcznie. Uśmiech nie zniknął z jej twarzy.
- Znacie się? - Rose zapytała cicho przez zaciśnięte zęby i napięty uśmiech.
- Nie do końca. - odpowiedziałem uprzedzając Dawn.
- Och. - Rose przytaknęła nie wiedząc co jeszcze ma powiedzieć.
- Nadal wyglądasz dobrze. - odezwała się Dawn. Rzuciłem jej spojrzenie, zmuszając by oddała resztę Rose.
Wywróciła oczami i podała jej paragon z resztą w ciszy, nie wiedząc co jeszcze powiedzieć. Spojrzała na Rose nieco intensywnie. - Chcesz na to torbę? - zapytała składając materiał.
- Tak, poproszę.
- Więc to jest Twój chłopak... - skomentowała Damn ustawiając torbę na ladzie. Zaraz po tym zniknęła.
- Cóż, była przyjazna. - Rose uśmiechnęła się głupio.
- Nie, była ciotą. - Rose zatrzymała się i spojrzała na mnie.
- Kocham Cię. - szepnęła.
Spojrzałem na nią, nie będąc pewien co powiedzieć. Po prostu ją pocałowałem. Trzymałem jej twarz w moich dłoniach całując delikatnie. Moje usta na przeciwko jej. To nie było jedno z tych zachowań pod publikę. Dla niej zrobię wszystko. Rose odsunęła się i spojrzała na mnie.
- Rozumiem, że to Twój sposób by powiedzieć: Ja Ciebie też kocham. - mrugnęła do mnie.

wtorek, 8 kwietnia 2014

60

Czułam jak zimny wiatr podnosi moją koszulkę do góry, co sprawiało że czułam się niekomfortowo. Po raz kolejny pociągnęłam ją w dół, wchodząc do restauracji przez drzwi, które Harry dla mnie otworzył.
Podeszliśmy do recepcji uśmiechając się do pani, która zdecydowanie wyglądała na niezadowoloną.
- Ile osób? - spytała zirytowana.
- Dwie. - uśmiechnęłam się mimo jej nastawienia.
- Chodźcie za mną. - rozkazała, biorąc menu i idąc przed nami. Posłałam Harry'emu zmartwione spojrzenie, na co odpowiedział mi uśmiechem. - Wasza kelnerka przyjdzie wkrótce. - kobieta odeszła od naszego stolika. Usiadłam naprzeciwko chłopaka, zdejmując moją skórzaną kurtkę i wieszając ją na oparciu krzesła. Wyszczerzył się do mnie, gdy zorientował się że mam na sobie jego sweter, z dużym napisem "Teenage Runway" z przodu. Wywróciłam oczami, chichocząc cicho.
Otworzyłam menu i zaczęłam je przeglądać. Nienawidziłam tego robić. Zawsze mieli różne rodzaje tego co lubiłam, ale mogłam wybrać tylko jedną rzecz. Zauważyłam kurczaka Alfredo i natychmiast zdecydowałam się na niego zamykając menu.
- Co zamawiasz? - spytał Harry.
- Kurczaka Alfredo. A Ty? - zapytałam również zainteresowana.
- Stek. - wzruszył ramionami przy wypowiadaniu tego jednego słowa.
- Takie męskie. - wywróciłam oczami.
- Jesteś wredna, wiedziałaś o tym? - przejechał swoją stopą po mojej nodze, sprawiając że pojawiła się na niej gęsia skórka. Moje oczy uniosły się na niego, gdy on wciąż kontynuował przeglądanie swojego menu. Wykorzystałam moją drugą stopę i uniosłam ją do góry, podążając po jego nodze do jego krocza. Powstrzymała mnie jednak jego duża dłoń. Zwęził swoje oczy i potrząsnął głową, po czym wreszcie na mnie spojrzał.
Poruszyłam palcami w moim bucie, co spowodowała zacieśnienie się jego chwytu.
- Są czarne. - wyszeptałam, na co on odwrócił się szukając czegoś w restauracji.
- Shhh! Mogą Cię usłyszeć. - odniósł się do pary, która siedziała po drugiej stronie pomieszczenia.
- Ty idioto. Mówiłam o moich paznokciach u nóg! Znów pomalowałam je na czarno! - przewróciłam oczami w zażenowaniu.
- Och. - powiedział powoli zażenowany.
- Jesteś taki głupi.
- I znów zaczynasz...
- Więc.. - wskazałam ręką w stronę pary.
- Skąd miałem wiedzieć?
- Czemu miałabym powiedzieć cokolwiek o czarnej parze?
- Byłem zmieszany. - sprostował.
- Och, mniejsza o to. - zagryzłam wargę żeby się nie roześmiać. Oboje uśmiechaliśmy się do siebie jak idioci, a potem zachowywaliśmy normalnie zabierając swoje nogi z kolan drugiej osoby gdy kelnerka do nas podeszła.
- Cześć, jestem Natalie i będę dziś waszą kelnerką. Co mogę Wam podać? - spytała, patrząc na przemian to na mnie to na Harry'ego.
- Panie pierwsze. - nalegał.
- Więc Ty zamawiasz? - spytałam, z bezczelnym uśmiechem na ustach, na co on zagryzł wargę żeby się pohamować.
- Wezmę dobrze wysmażony stek. - powiedział gładko, uśmiechając się.
- Coś na tym?
- Nie, ale ziemniaki obok. - kontynuował swoje zamówienie.
- Okej, coś do picia?
- Merlot*. - oparł się o stół.
- Dobrze. - zapisałam jego zamówienie, po czym odwróciła się w moim kierunku. - A dla Ciebie? - spytała, pochylając się bliżej.
- Kurczak Alfredo. - skinęłam głową.
- Okej. I też chciałabyś Merlot?
- Mogę dietetyczną colę z cytryną i odrobiną rumu? - powiedziałam pytająco.
- Da się załatwić. Zaraz wrócę z waszymi napojami. - uśmiechnęła się odchodząc.
Nasze spojrzenia się spotkały i oboje wywróciliśmy oczami.
- To nasza pierwsza oficjalna randka po powrocie do siebie. - westchnęłam, odsłaniając srebrne sztućce
- Tak. A impreza Gemmy będzie następną.
- Prawda, ale to bal. To znaczy, że musimy wybrać się na zakupy żeby kupić sukienkę. - przypomniałam mu.
- Sukienka? Uwielbiam kiedy nosisz sukienki. - uśmiechnął się do mnie.
- Naprawdę?
- Tak, ale jeśli mam być szczery to bardziej lubię zdejmować je z ciebie. - mrugnął do mnie uwodzicielsko.
Oblizałam usta, walcząc z pragnieniem i w końcu wygrałam tę walkę.
- Ostatni raz jak próbowałeś, mama przyszła z prezentami, więc trzymaj to w spodniach, Styles.

*Merlot - rodzaj wina.

piątek, 4 kwietnia 2014

59

Postaram się dodać nowy rozdział około poniedziałku. :)
Raz jeszcze zapraszam na inne tłumaczenie opowiadania, równiez o One Direction: the-mentor-fanfiction.blogspot.com

*Harry*

Odłożyłem moją torbę i zajrzałem do kuchni, próbując znaleźć Rose. Zdziwiłem się, gdy jej tam nie zastałem. Ruszyłem do mojego pokoju. Była tam. Siedziała na krawędzi łóżka, w koszulce i rozmawiała przez telefon.
- Też za Tobą tęsknie. - uśmiechnęła się. - Nie, nie płaczę. - skłamała, ocierając łzy. - Też Cię kocham. - przyznała. - Będę tam niedługo, obiecuję. - zatrzymała się na chwilę. - W porządku, kocham cię. Pa mamo. - rozłączyła się, wycierając łzy gdy zaszlochała głośniej. Usiadłem obok niej, przytulając ją gdy ona po prostu pozwoliła się temu dziać. Czułem, jak stara się uspokoić. Jej ramiona owinęły się dookoła mnie gdy przytulała mnie chwilę.
- Przeprosiłem. - wyszeptałem. Przytaknęła tylko w odpowiedzi. Uśmiechnęła się do mnie, wstając.
Wyszła z pokoju i ruszyła do szafy, w której trzymaliśmy różnego rodzaju ozdoby świąteczne i zdjęcia.
Stałem w drzwiach mojego pokoju i patrzyłem jak wyjmuje z szafy pudełko ze zdjęciami i stawia ja podłodze z hukiem. Usiadła obok niego i zaczęła wyjmować zdjęcie po zdjęciu, oglądając je. Uśmiechała się do każdego oprawionego zdjęcia zanim odkłada je obok. Zatrzymała się przy oprawionym zdjęciu, na którego ramce był napis "forever and always". Było to zdjęcie jej i jej taty, zanim zmarł.
Wzięła głęboki, krótki oddech walcząc z powracającymi łzami. Nie lubiła płakać za swoim tatą, gdy nie musiała tego robić. Obiecała mu, że nie będzie płakać nawet jeśli on odejdzie. Niestety, nie zawsze udawało jej się wypełnić tą obietnicę, jednak próbowała z całych sił.
- Był taki piękny. - powiedziała łapiąc oddech. Usiadłem obok niej, wciągając jej ciało na swoje kolana i opierając głowę na jej ramieniu.
- Wyglądasz jak on. - wyszeptałem do jej ucha. Jej kości policzkowe uniosły się, mówiąc mi że się uśmiecha. Naprawdę była do niego podobna. Miała oczy swojego taty i słodki, mały nosek. Miała też spojrzenie swojej mamy, co lubiłem. Była idealną mieszanką ich obojga.
- Myślisz, że jest mu lepiej tam gdzie teraz jest? - spytała z nadzieją w głosie.
- Wiem, że jest. - pocałowałem jej szyję. Nigdy nie spotkałem jej ojca. Ale znałem go poprzez jej wspomnienia. Nie mówiła o nim za często, ale gdy już to robiła uśmiechała się dużo. Lubiłem to. Bardzo to lubiłem.
- Pamiętam, że mówił wtedy jakiś mądry dowcip i grał piosenki na swojej starej gitarze. - myślała na głos.
- Rose. - wyszeptałem, czując łzy w moich oczach.
- Przepraszam. - przeprosiła zażenowana.
- Nie przepraszaj. Pomyślałem po prostu, że powinniśmy wyjąć to zdjęcie. - odwróciła głowę, żeby spojrzeć na mnie.
- Czemu?
- Bo on sprawia, że się uśmiechasz, a ja lubię jak się uśmiechasz.
Uśmiechnęła się i złożyła buziaka na moim policzku. - Ty też sprawiasz, że się uśmiecham. - wyszeptała lekko. Mój uśmiech powiększył się i pocałowałem jej policzek po raz kolejny.
- Kocham Cię Rose. - przyrzekłem.
- Też Cię kocham. - odpowiedziała szczerze. Wciąż obejmowałem ją w tali gdy nasze spojrzenia powróciły na zdjęcie, które wciąż trzymała w swoich dłoniach.
Leżała na klatce piersiowej swojego taty, na szpitalnym łóżku. Spała, gdy on trzymał ją z szerokim uśmiechem na ustach i zamkniętymi oczami. Relacja pomiędzy nimi była taka prawdziwa. I słodka. I byli tak blisko siebie, mimo tak traumatycznych doświadczeń. - Był takim cudownym mężczyzną. - powiedziała do siebie. - Zmarł tak wcześnie. - potrząsnęła swoją głową w dezaprobacie. - Chciałabym wiedzieć, czemu nie powiedział mi tego wcześniej, tylko dopiero w ostatnich minutach. - rozkleiła się. - Ciągłe wizyty w szpitalu, na które nie musiałam chodzić. Czas kiedy mógł mi powiedzieć i pomóc zrozumieć, ale tego nie zrobił. Czemu? Czemu to zrobił? Był zawstydzony? Nie powinien taki być. - stwierdziła. Jej tata zmarł na guza mózgu. Zmagał się z nim latami zanim odszedł.
- Bądź po prostu wdzięczna za czas który mogłaś z nim spędzić. - wyszeptałem cicho w miękką skórę jej szyi.
- Chciałabym, żebyś mógł go spotkać. - wzruszyła ramionami uśmiechając się lekko. - Wasza dwójka dogadałaby się ze sobą bardzo dobrze. - cisza oczyściła nasze myśli i sprawiła, że nagle byliśmy bardziej ostrożni z tym co mówimy. Odchrząknąłem głośno, zanim zacząłem mówić.
- Chodźmy na kolację. - nalegałem. Zdjąłem ją ze swoich kolan, wstałem i podałem rękę, aby ją podnieść. Przycisnęła ramkę do piersi i złapała moją rękę, po czym podniosłem ją, przyciągając do mojej piersi. Zabrałem ramkę z jej dłoni i zaniosłem ją do mojego pokoju, stawiając na szafce przy łóżku. Odwróciłem się, pokazują jej to. Przyłożyła dłoń do ust, a jej kości policzkowe były uniesione, dzięki czemu wiedziałem, że uśmiecha się.
Odsunęła swoją dłoń i uśmiechnęła się do mnie. - Uszykujmy się i wtedy pójdziemy na kolację.

wtorek, 1 kwietnia 2014

58

Następny rozdział w piątek. Enjoy, xx.


Zebrałam włosy i związałam je w koka na środku głowy. Popatrzyłam na stół. Trzy pudła leżały od wczoraj w tym samym miejscu. Nikt nie potrafił wyrzucić ich do kosza. Znowu.
- Ugh. - powiedziałam do siebie. Zabrałam pudła, by je wyrzucić. Gdy szłam po schodach zobaczyłam Nialla. Szedł powoli, jakby chciał uniknąć naszego spotkania. - Niall, kochanie. - krzyknęłam, zwracając tym samym jego uwagę. Gdy zobaczyłam siniaka na jego twarzy moje źrenice mimowolnie się rozszerzyły. - Wszystko w porządku?
- Muszę iść. - naciskał przyspieszając kroku.
- Niall! - krzyknęłam, biegnąć za nim. Złapałam go za ramie, zanim rozejrzałam się wokół nas upewniając się, że nikt podejrzany koło nas się nie kręci. - Coś Ty narobił? - zapytałam, przykładając palce do siniaków.
- Nic, muszę iść.
- Niall, poczekaj! - ponownie złapałam za jego ramię.
- Nie, muszę...
- Kto Ci to zrobił? - zapytałam, zmuszając go tym samym do odpowiedzi.
- Ja...uch...
- Kto?! - zapytałam ponownie bardziej stanowczo.
- Po prostu...
- Powiedz mi, albo dzwonię na policję. - zagroziłam. Niall odchrząknął, rozglądając się i pochylił się nade mną.
- Nie chcesz chyba wydać Harrego policji, prawda? - powiedział, odchodząc. Stałam w szoku.
Myślałam, że te wszystkie walki mamy już za sobą. Wróciłam do budynku, gdzie znalazłam Marcusa. Stanęłam z nim twarzą w twarz. - Wrócę niebawem, być może. - powiedziałam i skierowałam się w stronę wyjścia tak szybko jak tylko mogłam.
Biegłam przez ulice. Zimne powietrze nie przeszkadzało mi nawet w najmniejszym stopniu, ponieważ złość rozgrzewała mnie, aż za bardzo. Krew pulsowała w moich żyłach bardziej niż zwykle. Podeszłam do okienka, by jak najszybciej skonfrontować się z Harrym.
- Czy Harry jest tutaj? - zapytałam.
- Uch... - przerwał. - Tak, na korytarzu. - wyjąkał, wyraźnie wahając się czy powinien mi mówić.
Przebiegłam przez korytarz i stanęłam w drzwiach do pokoju z założonymi rękami, patrząc na Harrego, pijącego wodę.
- Jeżeli nie jesteście Harrym to wynocha z pokoju, już! - powiedziałam pozbywając się kilku mężczyzn. Staliśmy na przeciwko siebie z Harrym na środku maty. Był zdezorientowany. Na czole miał kilka kropel potu. Zaczesał opadające na oczy loki do tyłu, przejeżdżając przez nie palcami.
- Co? - zapytał z uśmiechem.
- Pobiłeś Nialla?
- Co?! - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Dlaczego?
- To nie Twoja sprawa.
- Jeśli pomyślałeś, że to będzie pokaz Twojego uporu, pomyśl jeszcze raz. - powiedziałam oschle.
- Ja po prostu...
- Co po prostu?
- Chroniłem Cię! - powiedział tak jakby to była moja wina.
- Chroniłeś mnie? Przed kim?
- Przed nim!
- On nic nie zrobił. Pomógł mi nosić ciężkie pudła. Jak w ogóle się o tym dowiedziałeś? - zapytałam. Harry przyjrzał mi się uważnie, a potem wzruszył ramionami.
- Przyszedł na siłownie i mówił o Tobie.
- Ogarnij się. Nie umawiam się z nim. Nie możesz krzywdzić każdego chłopaka, który mówi o mnie. - zwróciłam mu uwagę.
- Robię to wszystko dla Ciebie!
- Harry jeśli chcesz mnie utrzymać przy sobie musisz przestać się tak o mnie martwić. - zażądałam. Szok wkradł się w powietrze. Staliśmy tam tempo wpatrzeni w siebie. Nie mogę uwierzyć, że ani ja ani on nic nie powiedzieliśmy.
- Tak teraz będzie? - zapytał, krzyżując swoje muskularne ręce na klatce piersiowej. Jego mięśnie nieco napęczniały. Opuściłam wzrok na ziemie, lecz chwilę później spojrzałam ponownie na niego.
- Tak po prostu nie może dalej być. - westchnęłam. Harry podszedł bliżej kładąc swoją dłoń na moim policzku, gdy nasze oczy się spotkały.
- Nie bądź taka. - próbował mnie zmiękczyć. Moje serce zupełnie zatrzymało się gdy mój umysł wrócił do mojej ostatniej randki z Jamie'm. Powiedział wtedy dokładnie to samo. - Rose? - urwał, czekając na moją reakcje.
- Słuchaj, musisz go przeprosić. - zażądałam. Wyśmiał mnie tak, jakbym nie miała prawa mu niczego narzucać.
- Ja nie...
- Cholera Harry, właśnie spłaciłam mój dług za Twoje głupie walki i teraz wciąż tego nie kończysz! - krzyknęłam wkurwiona. Stał tam jakby zamrożony z lekko rozchylonymi ustami, ale nie mogłam usłyszeć jego oddechu. Podszedł bliżej łapiąc mnie za ramiona. Uwolniłam się z jego uścisku jak kolejne wspomnienia wracały do mnie.
- Że co? - powiedział w końcu.
- Idź i go przeproś. - powtórzyłam.
- Ty...
- Idź. - powiedziałam pokornie. Skinął delikatnie głową. Odwróciłam się odprowadzając go wzrokiem do wyjścia. Harry złapał za klamkę i popatrzył na mnie.
- Kocham Cię. - powiedział bezgłośnie.
Skinęłam głową delikatnie się uśmiechając. Nacisnął klamkę i wyszedł. Usiadłam na macie. Do pokoju wszedł Damon i usiadł obok mnie. Przyglądał się mi przez chwilę.
- Jak tam mała wojowniczko? - pchnął mnie żartobliwie na bok.
- Sfrustrowana. - powiedziałam szczerze. Damon położył rękę na moim ramieniu i przyciągnął mnie do siebie.
- Wiem, ale Harry chciał dobrze. - Damon ujął moją brodę i podniósł wyżej bym spojrzała na niego. - Obiecuje. - jego oddech owiał moją twarz. Popatrzyłam w jego oczy. - To nie mój biznes Rose, ale dlaczego byłaś tamtej nocy w tej restauracji z Jamie'm? - zapytał cicho.
- Wierzę Ci, Damon. - szepnęłam. - Teraz Ty musisz uwierzyć mi. - poprosiłam. - Obiecałam Jamie'mu coś w zamian za to, że zostawi Harrego w spokoju. Nie powiedziałam Harremu, bo to jest moja odpowiedzialność, ale czuję się z tym okropnie.
- Dlaczego?
- Sprzeczaliśmy się o to. Pozwoliłam, żeby to się stało. - powiedziałam niemal bezgłośnie. Damon zamknął oczy i ponownie otworzył powoli.
- On nie powiedział na to nic?
- Nie.
- Nie martw się tym. - zatrzymał zamykając mnie w jego uścisku. - Ale myślę, że oboje musicie się przeprosić. Macie sporo do wyjaśnienia sobie nawzajem. - zachęcił mnie. Miał racje. Nie chciałam tego przyznać, ale ja też wiszę Harremu przeprosiny.
- Dzięki Damon. - mruknęłam do jego klatki piersiowej.
- Teraz pokaż mi swoją bliznę. - uwolnił mnie z uścisku, a ja odwróciłam się. - Cholera, wyglądasz jak Rambo. - zażartował, na co wywróciłam oczami. - Rambo w damskiej wersji. - pchnął mnie żartobliwie.
- Śmieszne. - popchnęłam Damona w kierunku wyjścia, uświadamiając sobie jak szybko polubiliśmy się ze sobą, jak łatwo do polubienia osobą on jest.
- Rose. - odwróciłam się, aby zobaczyć biegnącego Damona. - Pilnuj Harrego. Ty jesteś wszystkim czego on potrzebuje.
- Po to tu jestem. - przyznałam.

niedziela, 30 marca 2014

57

Na wstępie chciałam Was przeprosić za to, że tyle musieliście czekać. Miałam tydzień - kiler na uczelni, co oznaczało zero czasu na cokolwiek. Ale jest weekend, a w ramach rekompensaty kolejny rozdział pojawi się już JUTRO. Tak dobrze widzicie! :) Także bądźcie czujni.
Enjoy, xx.

*Harry*

Wszedłem do mieszkania i zobaczyłem Rose leżącą na kanapie. Książka, którą trzymała widocznie ją bardzo pochłonęła, ponieważ nie wyciągała głowy zza niej. Postawiłem pudełko z pizzą na stole i przygotowałem kurczaka. Następnie wróciłem do salonu stawiając na stole 2 tuziny kwiatów.
- Rose... - zamilkłem na chwilę. Spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Dobrze wyglądasz w snapback'u. - odniosła się do czapki, która przykrywała moje loki. Zaśmiałem się unosząc jej nogi i układając je na moich kolanach. Uśmiechnąłem się, kiedy zobaczyłem jak jej wzrok utkwił na kwiatach. Westchnęła.
- Harry. - powiedziała uśmiechając się szeroko. Następnie wgramoliła się na moje kolana i złączyła nasze usta w czułym pocałunku. Odwzajemniłem pocałunek trzymając jej drobną twarz w dłoniach.
- Kocham Cię, Rose.
- Kocham Cię... - przerwałem jej całując ją tym razem mniej zachłannie, by poczuć jej cudowne usta. Były doskonale dopasowane do moich. Jej palec wędrował po moim ramieniu ku szyi. Złapała mnie za nią, przyciągając do siebie. Uśmiechnęła się w naszym pocałunku, co sprawiło, że moje serce przestało bić. Odsunęła nasze czoła, nie odrywając rąk od mojego karku.
- Harry. - zachichotała mi prosto w oczy.
- Rose. - odpowiedziałem. Spojrzała na stół zaciągając się powietrzem, chcąc poczuć zapach kwiatów.
- Jesteś tak..
- Piękna. - przyciągnąłem jej twarz do swojej. Zarumieniła się nieśmiało jak zawsze to robiła kiedy ktoś jej prawił komplementy.
- Tak, jesteś. - powiedziała.
- Nie, Ty jesteś. - szepnąłem zatracając się w jej brązowych oczach.
Siedzieliśmy przez chwili w ciszy wpatrując się w siebie, kiedy Rose nagle zerwała się z kanapy, wyrywając mnie tym samym z transu.
- Masz pizzę! - zeskoczyła z kanapy jak dziecko. Uśmiechnąłem się szeroko. Otworzyła pudełko i łapiąc pierwszy lepszy kawałek pizzy, wzięła wielkiego gryza. Jej oczy rozszerzyły się. Popatrzyła na mnie z przerażeniem. Wypluła kawałek pizzy, próbując złagodzić pieczeni. - Jest za gorąca! - popatrzyła ze smutkiem w oczach.
- Pozwólmy się jej ostudzić. - ostrzegłem.
- Dzięki za powiedzenie mi tego dopiero teraz, dupku. - wymamrotała.
- Co?! - zapytałem.
- Nic. Przełóż kurczaka. - zmieniła temat. Popchnąłem kurczaka w jej stronę, otworzyła pudełko i popatrzyła na mnie.
- Zemszczę się. - zagroziłem.
- Nie mogę się doczekać. - uśmiechnęła się bezczelnie, wkładając oderwany kawałek kurczaka do ust.
Jedliśmy w milczeniu, byliśmy zbyt pochłonięci jedzeniem, jak dzieci.
- Po tym jak zerwaliśmy... - Rose zaczęła. - Nie próbowałeś znaleźć sobie kogoś innego? - spytała biorąc łyk wody.
- Kogoś do randkowania? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Tak. - skinęła głową.
- Nie. - zamilkłem na chwilę. - Jestem oczywiście winny naszemu zerwaniu, ale Rose, wiem że jesteś tą jedyną dla mnie. - słowa wyszły z moich ust z taką łatwością jakby chciały jej wynagrodzić moje wcześniejsze milczenie. Zebrała się, żeby coś powiedzieć, ale jednak zamknęłam buzię. - Jesteś najbardziej perfekcyjną dziewczyną na całym świecie. Zabawna i inteligentna. Studiujesz politykę dla zabawy. Przeszłaś naprawdę dużo. Rozpoczynając od śmierci Twojego ojca, kiedy miałaś 10 lat. Ty i Twoja mama troszczyłyście się o siebie nawzajem jak to jest w każdej prawdziwej rodzinie. Przechodząc dalej wszystkie związki jakie miałaś. Sama przez to przeszłaś, bez niczyjej pomocy. Jesteś niesamowicie uparta i niezależna. Robisz się nieśmiała, kiedy ktoś Cię podziwia. Czasem zachowujesz się jak dzieciak, ale uwielbiam to w Tobie. Jesteś też naprawdę bardzo piękna. Wybaczyłaś mi. Jakaś część Ciebie to zrobiła, zanim się pogodziliśmy. Nigdy nie kochałem nikogo tak bardzo jak kocham Ciebie. I jestem więcej niż pewny, że już nigdy nie będę nikogo tak kochał jak Ciebie. - obiecałem, kiedy Rose otarła kilka łez. Podeszła do mnie stając przede mną.
- Ja też Cię kocham. - przytuliła mnie. Przez resztę wieczoru nie rozmawialiśmy za wiele. Cieszyliśmy się swoim towarzystwem, leżąc wtuleni w siebie. Zasnęła o 20.30 w moich ramionach. Zamiast przenosić ją do łóżka, wykorzystałem tą piękną chwilę. Przytuliłem ją mocniej trzymając przez całą noc w ramionach.

piątek, 21 marca 2014

56

*Harry*

Wybrałem jasno różowe róże w pobliskiej kwiaciarni. Rose powiedziała mi, że to jej ukochane kwiaty. Chciałem dać jej coś żeby oczyścić swoje poczucie winy. Przy kasie stał, nie kto inny jak Hannah. W moim gardle pojawiła się gula, a oddech zatrzymał na chwilę. Odwróciła się i spojrzała na mnie. Jej oczy otworzyły się szeroko, a zaraz potem zwęziły jakby w bólu.
- Harry, skarbie czy to Ty? - podeszła do mnie, a jej blond włosy kołysały się za nią.
- Uch.. - mój głos zamarł. Nigdy jeszcze nie byłem tak zdenerwowany. Hannah zazwyczaj nie wprawiała mnie w zdenerwowanie. Była moją odskocznią, ale to było przerażające.
- Wszystko dobrze skarbie? - spytała, będąc niespodziewanie kilka stóp ode mnie. Moje ręce zaczęły się trząść.
- Po prostu potrzebuję..
- Mnie? - pociągnęła za sznurek od mojej bluzy.
- Nie. - powiedziałem ostro.
- No dalej, wciąż jesteś singlem, prawda? Porzuciłeś małą dziewicę z Wielkiej Brytanii? - mówiła z jadem w głosie. Wzdrygnąłem się, przewracając oczami. Jak śmiała powiedzieć coś takiego. Rose jest pełna szacunku.
- Nie, zatrzymałem ją przy sobie uświadamiając sobie, że byłaś wielkim błędem. - rozumiejąc, że powinna się odsunąć zrobiła to, jednak wciąż pozostając blisko z rękami skrzyżowanymi na jej klatce piersiowej w taki sposób, że jej cycki prawie wyskoczyły z bluzki.
- No weź, mieliśmy razem tak dużo zabawy.
- Mieliśmy jest tu słowem kluczowym. - odparłem i minąłem ją podchodząc do lady.
- Tylko ja tu jestem. - powiedziała podchodząc do głównego wejścia i przekręcając tabliczkę na drzwiach na "Przepraszam, zamknięte" i zamykając drzwi na klucz.
Uniosłem brew wywracając oczami. Podeszła do mnie, zdejmując swój fartuch przez głowę i odkładając na ladzie. Złapała moje ręce i przyciągnęła do swojej twarzy.
- Nie przeginaj Hannah. - ostrzegłem. Odepchnęła mnie. Usiadła na ladzie i owinęła swoje nogi dookoła mojej tali tak samo jak robiła to Rose. Zaczęła mnie całować, trzymając blisko. Walczyłem żeby wydostać się z jej oplecionych nóg i gdy już to mi się udało, wywróciła na mnie oczami. - Odejdź ode mnie. - rozkazałem. Posłuchała, zaskakując z blatu i odpychając mnie.
- Pieprz się! Zmieniłeś się w idealny wzór, prawda? - wyrzuciła z siebie ostro.
- Nie, wciąż jestem sobą. Straciłem po prostu zainteresowanie Tobą. - odpowiedziałem takim samym tonem,  na co po raz kolejny przewróciła oczami i skrzyżowała ręce. Cisza zapadła w małym sklepiku. Dziewczyna odchrząknęła.
- Więc czego chciałeś? - zapytała niegrzecznie.
- Chcę dwa tuziny różowych róż. - zażądałem.
- Dwa tuziny? Kto zmarł?
- Moje pożądanie do Twojego zaniedbanego tyłka. A teraz pośpiesz się. - podałem jej pieniądze. Przewróciła oczami i sapnęła w irytacji. Obrzuciła mnie spojrzeniem i poszła na zaplecze po kwiaty dla mnie.
Czekałem przy ladzie, sprawdzając mój telefon. 8 nowych wiadomości, wszystkie od Rose.

Rose: Jak będziesz wracał kup kurczaka.
Rose: i puree z ziemniaków. Wiesz które lubię.
Rose: Więcej herbaty! Wypiłeś całą! :(
Rose: Zignoruj ostatnią wiadomość. Znalazłam! :)
Rose: Może chce pizze...
Rose: Co chcesz na kolację?
Rose: Po prostu przyjdź do domu z czymś gorącym!
Rose: I nie o to mi chodzi ty bezczelny gnojku! ;)

Zaśmiałem się sam do siebie i zobaczyłem Hannah wracającą z moimi kwiatami.
- Wiesz, nigdy właściwie nie byłeś aż taki dobry. - popchnęła kwiaty w moimi kierunki i podeszła do drzwi przekręcając tabliczkę.
- Tak, Ty też. Tylko darmowa rozrywka. - zabrałem kwiaty i odwróciłem się.
Wygrałem tą bitwę.