wtorek, 19 sierpnia 2014

Saturday, way into the evening

WAŻNE INFO, PRZECZYTAJ!
Zbliżamy się do końca dodatku, zostały raptem dwa rozdziały. Przed Stay 2 robimy przerwę. Wiecie wrzesień nigdy nie oznacza nic dobrego, trzeba wrócić do szkoły i znowu stać się ''uczniem''. Dlatego by nie rozpraszać Was już na początku naszym jakże zawrotnym Stay 2 na miesiąc WRZESIEŃ BIERZEMY URLOP. Każdemu przyda się mała przerwa. Przerwy są dobre ponoć. Ale nie o tym tu mowa. Chodzi o to że Stay 2 będzie publikowany pod innym adresem. http://stay2-fanfiction.blogspot.com/ Blog nie jest jeszcze do końca opracowany ale już teraz Wam go podajemy abyście mogli zapisywać swoje TWITTEROWE NICKI W ZAKŁADCE INFORMOWANI. PS. Odnośnie tego rozdziału, jest mocny, polecam odpalenie kawałka Stay with me w aranżacji Eda Sheerana w tle. Kilkoro z Was będzie potrzebowało chusteczek, tak tylko mówię.


- Poszliśmy skakać z klifu a potem jedliśmy aligatora i to wszystko stało się w przeciągu kilku godzin. Śmiało mogę powiedzieć że to udany dzień. - droczyłam się z uśmiechem na twarzy.
- Będzie jeszcze lepiej. - Harry powiedział po czym wstał z krzesła i uklęknął przede mną. Była w totalnym szoku, co on wyrabia? - Rose, jesteśmy razem już od 2 lat, pomijając nasze krótkie rozstania i mogę szczerze powiedzieć że to były najlepsze dwa lata mojego życia. Właściwie zastanawiając się teraz nie jestem w stanie zrozumieć jak mogłem żyć bez Ciebie. Trudno uwierzyć, że przez te wszystkie głupie rzeczy które zrobiłem Ty zostałaś przy mnie. Chciałbym żeby każdy człowiek na ziemi był choć odrobinę tak wspaniały jak Ty. Wiem że to dla Ciebie dziwne, widzę to po Twojej minie. Nie wiem co mówię, bo przemawiają przeze mnie moje emocje. A Ty najlepiej ze wszystkich wiesz jak ciężko mi jest mówić o uczuciach. Dziękuję za to że pomimo wszystko jesteś przy mnie. Kocham Cię i chcę złożyć Ci obietnicę. Obiecuję być Twoim wszystkim, tak jak Ty jesteś moim. Twoim życiem, Twoją duszą, Twoim powodem by oddychać. Bo jesteś miłością mojego życia, moje serce bije dla tego momentu. I to zupełnie dziwne dla mnie myśleć o poślubieniu kogoś - znaczy tak było - teraz wiem że Ty jesteś idealna dla mnie i obiecuję sprawić by nasza wieczność trwała dłużej Rose Marie North Styles, jeśli będziesz mnie miała. - zakończył przemowę. Siedziałam tam w szoku. Ja? Dlaczego?
- Ja...
- Będziemy mieć ogromny ślub! - wykrzyczał Benny. Przełknęłam głośno gule która zdążyła urosnąć w moim gardle.
- To nie jest pierścionek zaręczynowy, to pierścionek oznaczający moja obietnicę. - poprawił się Harry.
- Obiecuję. - to było jedyne słowo, które udało mi się z siebie wykrztusić. Harry złapał moją twarzy i złączył nasze usta w pocałunku. To był jeden z tych pocałunków które mogłyby trwać wiecznie, towarzyszyła mu euforia i ja po prostu czułam że żyje. To było dziwne, wiedząc że...Wiedząc że on chce mnie na zawsze.
- Spójrz jak nasze dzieci dojrzały. - moja mama westchnęła siedząc obok Anne.
- Potrzebuję jeszcze jedno piwo. - zażartowała Anne starając się opanować emocje i łzy szczęścia.
- Kocham Cię. - powtórzył Harry.
- Ja Ciebie też. - obiecałam.
- To dobrze bo szczerze nie umie powiedzieć gdzie bym był gdyby Ciebie nie było.
- Zapewne miałbyś rozczochrane czerwone włosy. - rzuciłam. - Kocham Cię. - powtórzyłam żałując mojego głupiego żartu.
Odkąd założyłam pierścionek na palec kręciłam w nim dookoła. Z jakiegoś powodu to było coś surrealistycznego dla mnie.Nie wiem dlaczego to sprawiało że było mi cieplej na sercu. Może dlatego że anioł się we mnie zakochał i klękając przede mną złożył mi obietnicę że będzie mnie kochał do końca życia. Pokochał kogoś tak popieprzonego jak ja. To...jest miłe. Naprawdę, naprawdę miłe.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Saturday night

Stałam w szortach i koszulce Harrego, którego nie było obok, bo razem z dziećmi sąsiadów szukał różnego rodzaju insektów.
- Więc.. - Anne podeszła do mnie. - Co dziś robiliście?
- Uch...
- Chłopcy mi powiedzieli.
- Ach.
- Czyż nie jesteście poszukiwaczami przygód? - droczyła się.
- Tak myślę. - wzruszyłam ramionami przenosząc uwagę z Anne na moją mamę rozmawiającą z jakimś mężczyzną. To prawie złamało moje serce. Jej dłoń była na jego klatce piersiowej gdy się z czegoś śmiała, co na pewno nie było zabawne, ale ona po prostu miała takie poczucie humoru.
- To Todd. - Anne wyjaśniła, nie musząc się nawet odwracać.
- Och. - to jedyne co udało mi się wyrzucić z siebie.
- Jest dobrym facetem, naprawdę słodkim.
- Poznałaś go? - moje serce rozpadło się na kawałki.
- Tak.
- Czemu mi nie powiedziała? - prawie że zapłakałam.
- Bo wiedziała jak bardzo by cię to bolało.
- To po prostu...
- Twój tata chciałby żeby ruszyła dalej.- powiedziała coś, czego nigdy nie chciałam usłyszeć.
- Nie wiesz czego mój tata by chciał. Nie wiesz co było pomiędzy nimi, nie widziałaś ich miłość czy tego jak robili mi naleśniki w kształcie słońca w każdą niedzielę, ponieważ mój tata nalegał że to moje ulubione. Albo jak w ich rocznicę zabierał mnie z nimi na kolację i zawsze wybierał jakieś miłe miejsce. Kupował mojej mamie nową parę kolczyków co miesiąc nawet jeśli miała ich wystarczająco dużo. Kupował też coś miłego dla mnie. To takie niesprawiedliwe, że nie ma go już z nami. Todd nigdy nie będzie się z nim równał. - wyrzuciłam z siebie ostro, gdy łzy spływały po mojej twarzy. Zgarnęła mnie do siebie i pozwoliła płakać, co oczywiście moje emocje musiały zrobić podczas imprezy zorganizowanej dla mnie.
- Nikt nie próbuję go zastąpić. Twoja mama potrzebuję kogoś w swoim życiu. - wyjaśniła.
- Potrzebuję mnie.
- Nie bądź głupia. - Anne zaczęła. - Twoja mama potrzebuję żebyś cieszyła się swoim życiem, a nie martwiła o nią. Zawsze będzie kochała twojego ojca, ale nawet ona potrzebuję kogoś do kochania i kogoś kto będzie kochał ją. - obróciła mnie w kierunku Harrego, który stał otoczony dziećmi. Musiał znaleźć jakiegoś robaka bo kilka z dziewczyn zaczęło piszczeć a chłopcy śmiali się. Moje słońce kucało przy dzieciakach trzymając robaki i uśmiechając się jak jakiś nicpoń. Nie możliwe jak cudowny jest.
- Ciesz się tym co masz, bo akurat ty doskonal wiesz jak to jest to stracić. - Pocałowała moją głowę i odeszła. Patrzyłam na swoje stopy zanim kolejne osoba pojawiła się obok mnie.
- Hej. - Ashton się uśmiechnął.
- Hej.
- Wszystko w porządku?
- Bywało lepiej.. - wzruszyłam ramionami.
- Więc myślę, że powinniśmy zacząć tą imprezę. - nalegał. Czułam jak jego łobuzerski uśmieszek przekonuje mnie do tego. Pociągnął mnie do boom boxa przekonując mnie żebym coś zagrała. Zdecydowałam się na coś klasycznego.
- Dalej ludzie, chcę zobaczyć kto umie tańczyć najlepiej! - krzyknęłam, a wszyscy spojrzeli się na mnie jakbym była szalona. Anne poderwała się do tańca a za nią chłopaki. Harry dołączył i zaczął twerkować sprawiając, że zaczęłam się śmiać i dołączyłam do niego. Wkrótce wszyscy dołączyli do nas i bawili się cudownie. Myśl, że wszyscy przyszli tu nawet pomimo tego, że nie znają nas za dobrze, rozgrzało moje serce.
Po godzinie wszyscy ochłonęli i siedzieliśmy dookoła ogniska. Dzieciaki na kolanach dorosłych, przytulając się do nich i szykując do snu.
- Chciałabym podziękować wszystkim którzy wytrzymywali z nami kiedy tu byliśmy. Niech wam Bóg wynagrodzi. - droczyłam się trochę.
- Dziękuję wam, zwłaszcza dziadkom i mamie Rose za tak gościnne przyjęcie nas w swoim domu. Zawsze będziecie mile widziani w naszym.
- I dziękujemy wam chłopcy za bycie naszymi taksówkarzami. Też jesteście miło widziani żeby nas odwiedzić. - dodałam do podziękowań Harrego. - Dziękuję wszystkim którzy przyszli dzisiaj. Dziękuję mojej mamie, za bycie najlepszą mamą o jakiej mogłabym marzyć. Dziękuję mamie Harrego za uświadomienie mi czegoś, czego nigdy nie powinnam zapomnieć i za urodzenie tego tu chłopaka. - pocałowałam policzek Harrego, na co on uśmiechnął się ukazując swoje dołeczki. - Dziękuję moim dziadkom za pozwolenie nam na zostanie tu i dziękujemy ci Benny za tą imprezę. Będziemy czekać na twoje wizytę wkrótce. - mrugnęłam do niego, na co uśmiechnął się szeroko.
- Więc... - moja babcia pojawiła się z tacą - Harry obiecał nam wcześniej, że spróbuje aligatora, więc proszę bardzo. - uśmiechnęła się szeroko. Harremu została podana taca, na którą patrzył się kompletnie zniesmaczony.
- Dalej, jedz. Złamiesz moje serce jeśli tego nie zrobisz. - Jonnie nalegał.
Jonnie był dużym mężczyzną, tęgo zbudowanym i z kompletnie miękkim sercem. Harry uśmiechnął się i wziął do ręki kawałek, który był dobrze usmażony.
- Zjedz to. - przekonywałam go.
- Zjem to.... - przerwał swój nieuprzejmy komentarz przypominając sobie, że jest tu rodzina i dzieci dookoła, którzy patrzyli się na niego uśmiechając. - ...jeśli ty też zjesz trochę. - poprawił się.
- Nie, nie jestem głodna. - powiedziałam przez zaciśniętą szczękę.
- No dalej, zjedz trochę. - trzymał to przy moich ustach, szyderczo się uśmiechając. Zamknęłam oczy i otworzyłam usta, żebyśmy wreszcie mogli to zakończyć.
- Ach! - wszyscy za wiwatowali. Przeżułam trochę, szybko połykając nieco przestraszona. Nie smakowało ohydnie, po prostu myśl że to kawałek czegoś co mogłoby mnie rozedrzeć na kawałki była trochę przytłaczająca.
- Twoja kolej. - wzięłam jeden z kawałków do ręki.
- Chcę...
- Zjedz to. - rozkazałam. Otworzył usta i zjadł kawałek. Na jego twarzy podczas przeżuwania pojawił się okropny grymas. Kolejna runda oklasków rozeszła się po pokoju, gdy my uspokoiliśmy się i zaśmialiśmy.
- I jak?
- Nie było takie złe jak podejrzewałem. - odparł Harry.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Saturday Afternoon part 2

Kursywą napisane są wspomnienia.

*Harry*

Spojrzałem w dół na Rose, której włosy były ciężkie od wody, i uśmiechnąłem nawet mimo tego, że nie mogła mnie zobaczyć.
- Uważajcie nadchodzę! - krzyknąłem wesoło. Calum zawył jak barbarzyńca, a ja wziąłem kilka długi kroków w tył. Nerwy objęły moje ciało gdy dotarłem do krawędzi. Czułem jak mój żołądek się przewraca i może to dziwne ale czułem motylki w brzuchu/

- Tak w ogóle to jestem Rose. - przedstawiła się. Błysk nieśmiałości w jej oku sprawił, że po moim ciele przebiegło przyjemny dreszcz. Nigdy wcześniej nie widziałem kogoś tak pięknego. Jej naturalnie kręcone włosy idealnie opadały na jej ramiona i plecy. Jej brązowe oczy głębokie i ciemne, ale jednocześnie niewinne i bez żadnej skazy. Najbardziej pokochałem jej piegi i usta. Piegi były jasne i praktycznie niewidoczne, ale wyglądały tak cudownie na tle jej oliwkowej cery. Jej usta były w specyficznym odcieniu fioletu. Naturalnie ciemne, ale od razu mogłem powiedzieć że nie pomalowane. Miała tego rodzaju zęby, które wyglądały na oślepiająco białe na tle jej opalonej twarzy. Nigdy nie doświadczyłem miłości od pierwszego wejrzenia, pomijając każdy deser jakikolwiek widziałem, ale przez walkę odbywającą się w mojej głowie, mogłem powiedzieć że ona jest moim zbawicielem.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny.
- Co za tekst... - droczyła się. Jeśli użyłbym tego na każdej innej dziewczynie byłby to zwykły tekst na podryw, ale jeśli chodzi o nią było to szczere.
- Masz chłopaka?
- Już robisz swój ruch? Jak bezpośrednio... - jej pewność siebie prawie zwaliła mnie z kolan. Była magiczna i nie mam pojęcia co takiego miała w sobie że się zakochałem, ale dotknęło mnie to porządnie.

Zanim dotarło do mnie co się dzieje byłem już w wodzie. Zimna woda w zetknięciu z moją gorącą skórą była szokiem. Wypłynąłem na powierzchnię rozglądając się dookoła. Byłem sam w wodzie. Rose stała obok Michaela i Ashtona na lądzie, a pozostałą dwójka byli wciąż na klifie wiwatując. Przemoczone włosy Rose były puszczone luźno na jej plecy, a jej koszulka przyległa do jej skóry na brzuchu i klatce piersiowej. Oliwkowa skóra prześwitywała przez mokrą koszulkę. Chciałem ją pocałować. Jej odwaga była czymś co podziwiałem i nawet jeśli nie zawsze była odważna, gdy już to robiła biła od niej pewna poświata. Zacząłem płynąc w ich kierunku, gdy Rose zbliżała się coraz bliżej i bliżej krawędzi. Zaczęła zanurzać się w płytkiej wodzie i dotarła do momentu, gdy woda dosięgała połowy jej uda gdy znalazłem się przy niej. Wreszcie dotknąłem dna, a ona stała tam i uśmiechała się. Cała złość związana z porzuceniem mnie tam na górze wyparowała. Złapałem ją i zakręciłem dookoła, na co zachichotała i owinęła swoje nogi dookoła mojej tali.
W tym momencie wiedziałem, że nigdy nie kochałem kogoś mocniej i nigdy nie będę w stanie pokochać kogoś tak bardzo.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Saturday afternoon

Usiadłam na tylnych siedzeniach na kolanach Harrego. Miałam na sobie tylko koszulkę, nałożoną na strój kąpielowy kiedy jechaliśmy na jakieś zadupie.
- Czy to nie jest tak że tam jest płaska ziemia? Jesteś pewien że tam są klify?
- Uważajcie.. - Calum zagwizdał na palcach - Jesteście w rękach ekspertów. - zażartował. Spojrzałam na niego.
- Poważnie! A co jeśli tam są aligatory?
- Nie tam gdzie jedziemy, kochana. - Ashton sięgnął trzymając jedną rękę na kierownicy, a drugą złapał moje kolano w reasekuracji. Wziął rękę, by nadal prowadzić.
- Dobrze. - westchnęłam głośno. Harry ścisnął moje biodra starając się mnie uspokoić.
- Prawie. - dogadywał Michael. Zaczynałam czuć się nieswojo. I już byłam zdenerwowana.
- Nie masz się czym martw. - Luke obiecywał. - To jest super zabawa! - był taki podekscytowany. Skinęłam głową nie wiedząc co wyjdzie jeśli otworzę usta. Wjechaliśmy na dziurawą leśną drogę. Przystanęliśmy w miejscu i chłopcy spojrzeli na nas.
- Cóż, jesteście gotowi? - zapytał ostrożnie Ashton.
- Nie. - odpowiedziałam szczerze.
- Tak, chodźmy. - sprzeciwił się Harry.
Zostałam praktycznie siłą zaciągnięta na górę nad zbiornikiem wody. Wyglądało to jak ciemnoniebieska przerażająca przepaść.
- Czy tam na dole są skały? - zapytałam głosem niczym zatroskanej matki.
- Tak. - Michael skinął głową, potwierdzając że ma powody do strachu.
- 30 stóp poniżej. (dla niezorientowanych, w Stanach czy UK jednostką miary są stopy i cale) - Calum uniósł złośliwie czoło.
- Nie, co najmniej 50 stóp. - Luke popchnął go.
Pisnęłam z przyzwyczajenia. Nie mogłam mówić, nagle się wyciszyłam.
- Rose, to całkowicie bezpieczne. - dodał Michael. Uniosłam głowę z nadal przerażoną miną.
- Patrz. - powiedział Ashton. Nabrał rozbiegu i skoczył z klifu.
- Ashton! - krzyczałam za nim gdy biegłam do brzegu za nim. Patrzyłam jak znika w otchłani wody. Serce podeszło mi do gardła, a ciało nagle odmówiło mi posłuszeństwa. Odnosiłam wrażenie że mijają godziny zanim wpadł do wody. Gdy zobaczyłam że wypływa na powierzchnię odetchnęłam z ulgą.
- Wooo! - krzyczał jak wyszedł uśmiechając się szeroko. Opadłam na kolana totalnie bez uczuć.
- Kto następny? - zapytał Calum, złośliwie spoglądając w moją stronę.
- Ja! - zabrzmiał głos Harrego. Odwróciłam się patrząc na niego.
- Absolutnie nie! - zaprzeczyłam. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Jestem dorosłym mężczyzną.
- Jeśli jesteś taki jak mówisz to wiesz co jest dla Ciebie najlepsze i mnie posłuchasz. - rzuciłam.
Michael udawał płacz, sprawiając że moje spojrzenie przeniosło sie na niego, na co wycofał się tylko i przestał.
- Zrobię to co chcę. - Harry bronił swoich racji.
- Teraz? - śmiałam się z niego.
- Rose pójdę z Tobą. - zaoferował Michael.
- Jeśli ktokolwiek pójdzie z moją dziewczyną to to będę ja. - powiedział groźno Harry. Spojrzałam na niego, bo jeszcze chwilę temu się ze mną sprzeczał.
- Pójdę z Tobą Michael. - odwróciłam się do niego. Zrobiłam to po to by rozwścieczyć Harrego. Czułam się chora na samą myśl o tym co zrobię, łapiąc Michaela na dłoń. Nie byłam pewna jak głęboko tam jest. Naciągnęłam mocniej koszulkę na siebie stresując się jeszcze bardziej kiedy cofaliśmy się trzymając za dłonie. Ziemia podrażniała moje stopy. Przełknęłam gulę w gardle mocniej zaciskając palce. Spojrzałam na Harrego. Złość na jego twarzy była zrozumiała. Żałowałam tego już kiedy nabieraliśmy rozbiegu. Gdy nie czułam gruntu pod nogami wykrzyczałam z całych sił: Kocham Cię Harry! Nie wiem czy coś odpowiedział. Lot wydawał się dosyć długi. Koszulka podwinęła mi się i teraz zwinięta kończyła się na wysokości mojego biustu. Moja dłoń wciąż mocno ściskała rękę Michaela. Słyszałam jakieś krzyki, z pozoru wydawały się dochodzić z niedaleka.
W pewnym momencie uderzyłam w zimną taflę wody i nadal spadałam w dół. Otworzyłam oczy, woda była krystaliczna, taka czysta. Ręce miałam uwolnione od jakichkolwiek uścisków. Próbowałam wypłynąć na powierzchnię, szukając w tym samym czasie Michaela. Nigdzie go nie widziałam. Zaczęłam kopać nogami szukając go. Ale nigdzie go nie było. Widziałam chłopców jak stali na klifie patrząc na mnie. Z takiej wysokości wyglądali jak małe dzieci.
- Widzieliście...? -zaczęłam krzyczeć, gdy nagle...
- Bu! - Michael zaskoczył mnie.
- Pieprz się! - popchnęłam go, wcześniej poprawiając moją koszulkę.
- Przepraszam. - przeprosił za straszenie mnie.
- Więc... - spojrzałam na chłopców. - Kto następny? - krzyknęłam.

czwartek, 31 lipca 2014

Saturday morning

Krótka wiadomość ode mnie na początek. :)
Zostało siedem rozdziałów tej mini serii do jej zakończenia. Autorka wróciła wreszcie do pisania Stay 2 i muszę wam przyznać, że po kilku nudnych rozdziałach będzie się sporo działo, ale do tego jeszcze trochę czasu.
Niedługo, Natalia albo ja, opublikujemy tu link do nowego bloga, gdzie będziemy publikować tłumaczenie Stay 2. Muszę jednak od razu powiedzieć, że zanim to nastąpi znów będzie miała miejsce krótka przerwa. Dlaczego, wyjaśnimy pewnie gdy już skończmy aktualne tłumaczenie. 
To chyba już wszystko, co chciałam wam przekazać. Jeśli macie jakieś pytania zapraszam do komentarz lub tu: http://ask.fm/Patricia710
Zapraszam więc do rozdziału. ;)

***

Nerwy mnie przytłaczały. Byłam tak podekscytowana, a moja babcia to potęgowała mówiąc mi jak ogromne to będzie. Założyłam na siebie krótkie, jeansowe szorty, który wybrał Harry, i jasną koszulkę.
- Co dziś robimy?
- Dziś? - przerwałam, zakładając swoje buty.
- Yeah.
- Wieczorem mamy imprezę. - przypomniałam mu. Podszedł do mnie i przytulił.
- Wiem. - mruknął, zdecydowanie niezadowolony z mojej odpowiedzi.
- Co więc chcesz żebym ci powiedziała?
- A co z popołudniem albo porankiem?
- Nic, chcę pospacerować po okolicy. - wyjaśniłam, machając naszymi splecionymi dłoniami.
- Okej, to właśnie chciałem wiedzieć. - pocałował czubek mojej głowy, po czym wyszedł do łazienki. Usiadłam na łóżku postanawiając na niego poczekać.
- Rose! - to była krótki odpoczynek...
- Idę babciu! - odpowiedziałam z irytacją idąc w odpowiednim kierunku. Stała w drzwiach od naszego pokoju uśmiechając się do mnie. Jej malutka sylwetka była tak urocza, że aż odwzajemniłam uśmiech. 
- Cześć skarbie. Więc dzisiejszy dzień macie tylko dla siebie. Wieczorem o szóstej przyjdźcie do Bennyego, dobrze? - wyjaśniła.
- Czy ja i mama mogłybyśmy spędzić ze sobą trochę czasu?
- Dziś?
- Po prostu czuję się jakbyśmy nie spędziły dużo czasu razem... - wyjaśniłam z żalem.
- Twoja mama nie chcę żebyś się martwiła. Ciesz się wolnym czasem. Powiedziała, że chcę wpaść do was podczas świąt albo nawet żebyś to Ty przyleciała! - obiecała, głaszcząc uspokajająco moje ramię.
- Dziękuję babciu. - pocałowałam czubek jej głowy.
Babcia odeszła w kierunku kuchni.
- Gotowa? - Harry zapytał, gdy jego duża dłoń znalazła się na moich plecach.
Odwróciłam się patrząc na niego. - Oczywiście. - uśmiechnęłam się. Wyszliśmy z pokoju, zmierzając ku końcowi korytarza, aż wreszcie weszliśmy do kuchni. Babcia i dziadek byli tu, ale moja mamy nie było, tak samo jak Anne.
- Twoja mama i Anne są na zakupach. - wyjaśnił dziadek.
- Och. - byłam lekko zaskoczona.
Wyszliśmy z domu nie kłopocząc się zjedzeniem śniadania. Pierwsze pięć minut naszego spaceru spędziliśmy w ciszy, podczas gdy nasze palce były splecione.
- Pamiętasz jak powiedziałem, że chciałbym spędzić z Tobą resztę mojego życia?
- Co? - zbita z tropu, zakrztusiłam się śliną.
- Pamiętasz, gdy powiedziałem Ci że chciałbym spędzić z Tobą resztę mojego życia? - powtórzył.
- Yeah. - potwierdziłam. Mówił to wiele razy, niektóre bardziej realistyczne niż inne.
- Myślałaś kiedyś o tym?
- Harry, mam dopiero dziewiętnaście lat...
- Prawie dwadzieścia. - poprawił mnie.
- Ty masz dopiero dwadzieścia jeden. - przypomniałam.
- Prawie dwadzieścia dwa.. - ciągnął wyraźnie smutny.
- Myślę, że powinniśmy się wstrzymać. - zasugerowałam.
- To nie były oświadczyny. - wyjaśnił.
- Więc tak na przyszłość. - wzruszyłam ramionami. Oboje spojrzeliśmy na siebie trochę zaniepokojeni zanim wróciliśmy do przyglądania się mijanym przez nas widokom. 
- Kocham Cię. - powiedział cicho. Uśmiechnęłam się, zagryzając wnętrze moich ust. 
- Kocham Cię. - odpowiedziałam, pochylając się w jego stronę. 
Mój telefon zaczął dzwonić, co oznaczało że muszę puścić dłoń Harrego. 
- Skarbie, tu Ashton!
- Hej, co tam?
- Chcecie coś zrobić by odpowiednio zakończyć wasz pobyt tutaj? - spytał ostrożnie. Zatrzymałam się już wcześniej i teraz Harry wreszcie też to zrobił.
- Jakieś propozycje? - spytałam, dodając mu odwagi.
- Skoki z klifu.
- Co? - zakrztusiłam się.
- To kompletnie bezpieczne i jest super zabawą. - zapewnił.
- To jedyna taka szansa w życiu. - dodał Michael w tle.
- Skoki z klifu? - powtórzyłam, na co oczy Harrego powiększyły się. Zabrał mi telefon, przykładając go do swojego ucha.
- Wy głupki chcecie skakać z klifu? - oburzył się.
- Harry. - ostrzegłam go. Ashton wszystko mu wyjaśnił, na co się uspokoił.
- Okej, pa. - Harry rozłączył się po czym oddał mi telefon. Na jego ustach gościł łobuzerski uśmieszek. - Wracamy i bierzemy nasze stroje kąpielowe. Będziemy skakać z klifu. 

niedziela, 27 lipca 2014

Friday night

Leżenie w łóżku z Harrym było prawie nie do zniesienia. Kocham go, ale jednocześnie czuję się winna.
- To co wydarzyło się dziś było nieco dziwne, prawda? - zaśmiał się lekko, szepcząc.
- Hm? - rzuciłam wyrwana z zamyślenia.
- To zdjęcie. - wyjaśnił.
- Tak, też tak sądzę.
- Co?
- Powiedziałam...
- Nie, dlaczego jesteś taka nieobecna?
- Nie jestem.
- Jesteś.
- Zapewniam Ci że nie jestem. - skłamałam.
- Nieważne. - mruknął, przewracając oczami.
- Nie zachowuj się tak wobec mnie. - usiadłam.
- Sh! - zażądał.
- Nie uciszysz mnie!
- Przestań, co się stało?
- Nie wiem, przepraszam. - wyluzowałam trochę.
- Masz taką huśtawkę nastrojów.
- Wiem...Przepraszam.
- Nie ma potrzeby, poradzę sobie z tym. - odwrócił się i przytulił się do mnie.
Po dłuższej chwili milczenia i powolnego oddychania myślałam że Harry już śpi. Nie żeby mi na tym zależało czy śpi czy nie, nadal byłam pochłonięta moimi myślami. Położył się na mnie dla odmiany. To było dziwne, trzymając go takiego niewinnego. Ten obraz przypominał mi o tym w kim się zakochałam. Nie w tym szalonym, kochającym pić barbarzyńcu.
- Kocham Cię. - szepnął miękkim, łagodnym głosem. Moje serce omal nie złamało się w pół.
- Kocham Cię. - odpowiedziałam całując go w czoło. Jego loki łaskotały moje policzka.
- Po wieki wieków.
- Będę się o to starać. - czułam coraz większe zmęczenie, ale jednocześnie nie mogłam zasnąć. Z takim poczuciem winy z powodu tego dzieciaka. Tanner to kawał dupka, ale mimo to czuję się źle z jego powodu.
Jeszcze dwa dni tutaj, wylatujemy w niedziele na noc. W sumie wszystkie wycieczki były w porządku. Miło było mieć tu wszystkich obok siebie i spędzić czas z rodziną i najbliższymi. Spotkaliśmy 5 wspaniałych przyjaciół i Benny urządza nam jutro imprezę. Więc muszę przyznać że to całkiem udany urlop. Nie mogę doczekać się aż wrócimy do domu ale cieszę się że tu przyjechaliśmy. Dom to zupełnie inny temat, życie na własną rękę.
- Czy nie było by miło kochać się tutaj? - szepnął przytulony do mojej piersi. Otworzyłam szerzej oczy kiedy jego palce zaczęły kreślić różne wzoru na moim ciele.
- Hm?
- Może powinniśmy się tutaj przeprowadzić. - wyjaśnił. Czułam jego wilgotny oddech na mojej skórze.
- A co z naszymi pracami, naszymi przyjaciółmi? Anglia to nasz dom.
- Sh. - przyłożył palca do moich ust.
Uśmiechnęłam się do siebie. Jego senne komentarze zawsze sprawiały że czułam się lepiej. Wszelkie wątpliwości idą na lewo kiedy pomału zamykam oczy i pozwalam się przenieś do krainy snu, po prawej mój przystojny chłopak obejmujący mnie przez całą noc.

piątek, 25 lipca 2014

Friday afternoon

Machałam naszymi splątanymi palcami gdy szliśmy wzdłuż ulicy. Większość chłopaków była zajęta, ale Lukowi i Ashtonowi udało się ] do nas dołączyć.
- Więc, jak się macie? - Luke zapytał niepewnie.
- Dobrze. - odparłam za nas oboje.
- To dobrze... - zatrzymał się. Podeszliśmy jeszcze kilka kroków, zatrzymując się w końcu i odwracając do niego. - Czujecie to? - spytał.
- Czujemy co?
- Deszcz! - Ashton zawtórował radości Luka patrząc w niebo.
- Kocham deszcz! - wybuchnęłam.
- Wejdźmy do środka zanim bardziej się rozpada. - nalegał Ashton. Weszliśmy do jakiejś knajpki, do której zdecydowanie nie pasowaliśmy, biorąc pod uwagę ilość motocyklistów znajdujących się w środku. Uśmiechnęłam się do nich nie chcąc skończyć jak Tanner...
- Co mogę wam podać? - natarczywa pani z fioletowym pasemkiem we włosach spytała.
- Chcemy tylko poczekać aż deszcz przestanie padać.- wyjaśnił Ashton.
- Żadnego wałęsania się.
- Weźmiemy skrzydełka i wodę dla naszej czwórki. - wtrąciłam się, na co uśmiechnęła się pod nosem.
- Jasna sprawa ślicznotko. Skąd jesteście? - zmieniła ton swojego głosu.
- Jesteśmy z Anglii. - odpowiedziałam za siebie i Harrego.
- Chłopak? - trąciła Harrego łokciem.
- Yeah. - ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Fajnie. Przyniosę wam skrzydełka i wodę, zajmijcie miejsca. - nalegała. Uśmiechnęłam się i podeszłam do stolika, czekając aż chłopcy podążą za mną. Siedzieliśmy praktycznie w ciszy, sącząc naszą wodę i przyglądając się padającemu deszczu. Harry był zdecydowanie niezadowolony z tego miejsca, trochę zdenerwowany prawdę mówiąc. Deszcz się nasilił, na co mój żołądek zareagował czymś w rodzaju fikołka. Mogę się założyć, że to fajny deszcz. Naprawdę mam ochotę wyjść i skakać po kałużach i biegać dookoła.
- Chodź. - wstałam i wyciągnęłam moją dłoń w stronę Harrego.
- Co?
- Wyjdź ze mną na deszcz. - błagałam.
- Nie ma mowy. - odmówił.
- No chodź. Jestem twoją dziewczyną, jak możesz mi odmawiać! - robiłam scenę, na którą niektóre z dziewczyn siedzących przy barze odwróciły się w naszym kierunku.
- Co się dzieje, Anglio? - spytały.
- Mój chłopak nie chce pobawić się ze mną w deszczu. - wydęłam wargę w jego stronę. Mogłam powiedzieć, że naciskałam jego zapalnik, naprawdę go drażniąc.
- Czemu nie? - jedna z nich, ta najbardziej przytłaczająca, wstała.
- Nie wydaję mi się żeby to był dobry pomysł. - wytłumaczył.
- Twoja dziewczyna chcę, więc Ty też powinieneś.
- Wiem czego moja dziewczyna chcę, więc nie powinnaś się w to wtrącać. - wstał, żałując pozwolenia im zaangażować się w naszą rozmowę.
- No chodź Hazz. - błagałam. Spojrzał na mnie, na co jego powierzchowna surowość zaczęła się kruszyć.
- Właśnie Hazz. - dziewczyna wtrąciła.
- Chodźmy Rose! - złapał moje ramię. Mrugnęłam do motocyklistki, a chwilę później byliśmy już przed budynkiem.
Miałam rację, deszcz był naprawdę przyjemny. Wskoczyłam do kałuży, ale po chwili przychyliłam się i związałam dół moje sukienki.
- Jesteś taka natarczywa. - marudził.
- Dobra Harry, masz dwie opcje. - zaczęłam. - Rozpocząć o to kłótnię albo pocałować mnie jak w filmach. - oświadczyłam.
Podszedł bliżej łapiąc moją twarz i przycisnął swoje usta do moich. To było wspaniałe. Chłodny deszcz i gorąco emanujące od naszego pocałunku.
- To było miłe. - wyszeptałam, podczas gdy moje oczy wciąż były zamknięte gdy on odsunął się ode mnie.
- Hej dzieciaki. - ktoś krzyknął na nas. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy mężczyzną idącego w naszą stronę z fotografem.
- Hej. - pozdrowiłam go zażenowana.
- Zastanawialiśmy się tylko czy możemy zrobić waszej dwójce stojącej przed budynkiem zdjęcie. - spytał. Spojrzeliśmy na siebie zanim wróciliśmy wzrokiem na niego.
- Czemu?
- Uważamy że to będzie dobra reklama pubu i przyciągnie sporo dzieciaków. - wyjaśnił.
- Och. - odpowiedziałam zdziwiona.
- Po prostu tak? - spytał Harry, gdy jego ręka była opleciona wokół mojej talii, pozując jak jakiś model.
- A może moglibyśmy sfotografować pocałunek? - spytał ufnie.
- Jasne... - Harry przeciągnął, odwracając mnie w swoją stronę. Deszcz nagle zaczął dodawać tak bardzo potrzebnego elementu prawdziwości. Nasze przemoknięte ubrania przylegały do naszych ciał, a z włosów kapała woda. Złapał moją twarz po raz kolejny i mrugnął do mnie zanim złączył nasze usta. To było miłe, naprawdę miłe.
- Dzięki. - mężczyzna wyszedł spod małego zadaszenia przy drzwiach.
- Tak, nie ma problemu. - uścisnęliśmy jego dłoń.
- Jestem burmistrz Clent. John Clent. - moje serce zatrzymało się, a moje usta musiały być szeroko otwarte gdy się do nas uśmiechał.
- Jestem Rose, a to Harry. - przedstawiłam nas jękliwie.
- Więc co tu robicie dzieciaki? - spytał, zauważając nasze akcenty.
- Rodzinne wakacje. - uśmiechnęłam się.
- Fajnie! Co stało się z twoimi kłykciami? - spytał Harrego starając się kontynuować rozmowę. Mój żołądek zawiązał się w supeł i czułam jak robi mi się niedobrze. Nie powiedział nic o ranach na twarzy, co sprawiło że byłam wdzięczna.
- Pomagałem mojemu przyjacielowi w przebudowie. - skłamał. Mądre.
- Och, kiepsko. - stwierdził, spoglądając za nas. - Ashton, Luke, cześć chłopcy!
- Cześć burmistrzu Clent. - Luke odpowiedział zażenowany starając się uśmiechnąć.
- Nie widziałam was w pobliżu już jakiś czas.
- Tak, byliśmy zajęci.
- Jaka szkoda! Powinienem wracać jednak do pracy! - powiedział w końcu. Ulga momentalnie oblała moje ciało. - Bądźcie ostrożni dzieciaki. Ostatniej nocy mój syn Tanner został napadnięty. - ciągnął dalej. Przełknęłam ciężko ślinę. Napadnięty? Tak powiedział ojcu. - Był w dość kiepski stanie, ale wygląda na to, że jest już lepiej.. - przyznał.
- To dobrze, będziemy ostrożni. Dziękujemy. Przyjemnego dnia. - zostawiłam zaistniałą sytuację wracając do środka. To musi być najgorsza sytuacja w jakiej kiedykolwiek byłam.