wtorek, 5 sierpnia 2014

Saturday afternoon

Usiadłam na tylnych siedzeniach na kolanach Harrego. Miałam na sobie tylko koszulkę, nałożoną na strój kąpielowy kiedy jechaliśmy na jakieś zadupie.
- Czy to nie jest tak że tam jest płaska ziemia? Jesteś pewien że tam są klify?
- Uważajcie.. - Calum zagwizdał na palcach - Jesteście w rękach ekspertów. - zażartował. Spojrzałam na niego.
- Poważnie! A co jeśli tam są aligatory?
- Nie tam gdzie jedziemy, kochana. - Ashton sięgnął trzymając jedną rękę na kierownicy, a drugą złapał moje kolano w reasekuracji. Wziął rękę, by nadal prowadzić.
- Dobrze. - westchnęłam głośno. Harry ścisnął moje biodra starając się mnie uspokoić.
- Prawie. - dogadywał Michael. Zaczynałam czuć się nieswojo. I już byłam zdenerwowana.
- Nie masz się czym martw. - Luke obiecywał. - To jest super zabawa! - był taki podekscytowany. Skinęłam głową nie wiedząc co wyjdzie jeśli otworzę usta. Wjechaliśmy na dziurawą leśną drogę. Przystanęliśmy w miejscu i chłopcy spojrzeli na nas.
- Cóż, jesteście gotowi? - zapytał ostrożnie Ashton.
- Nie. - odpowiedziałam szczerze.
- Tak, chodźmy. - sprzeciwił się Harry.
Zostałam praktycznie siłą zaciągnięta na górę nad zbiornikiem wody. Wyglądało to jak ciemnoniebieska przerażająca przepaść.
- Czy tam na dole są skały? - zapytałam głosem niczym zatroskanej matki.
- Tak. - Michael skinął głową, potwierdzając że ma powody do strachu.
- 30 stóp poniżej. (dla niezorientowanych, w Stanach czy UK jednostką miary są stopy i cale) - Calum uniósł złośliwie czoło.
- Nie, co najmniej 50 stóp. - Luke popchnął go.
Pisnęłam z przyzwyczajenia. Nie mogłam mówić, nagle się wyciszyłam.
- Rose, to całkowicie bezpieczne. - dodał Michael. Uniosłam głowę z nadal przerażoną miną.
- Patrz. - powiedział Ashton. Nabrał rozbiegu i skoczył z klifu.
- Ashton! - krzyczałam za nim gdy biegłam do brzegu za nim. Patrzyłam jak znika w otchłani wody. Serce podeszło mi do gardła, a ciało nagle odmówiło mi posłuszeństwa. Odnosiłam wrażenie że mijają godziny zanim wpadł do wody. Gdy zobaczyłam że wypływa na powierzchnię odetchnęłam z ulgą.
- Wooo! - krzyczał jak wyszedł uśmiechając się szeroko. Opadłam na kolana totalnie bez uczuć.
- Kto następny? - zapytał Calum, złośliwie spoglądając w moją stronę.
- Ja! - zabrzmiał głos Harrego. Odwróciłam się patrząc na niego.
- Absolutnie nie! - zaprzeczyłam. Spojrzał na mnie zaskoczony.
- Jestem dorosłym mężczyzną.
- Jeśli jesteś taki jak mówisz to wiesz co jest dla Ciebie najlepsze i mnie posłuchasz. - rzuciłam.
Michael udawał płacz, sprawiając że moje spojrzenie przeniosło sie na niego, na co wycofał się tylko i przestał.
- Zrobię to co chcę. - Harry bronił swoich racji.
- Teraz? - śmiałam się z niego.
- Rose pójdę z Tobą. - zaoferował Michael.
- Jeśli ktokolwiek pójdzie z moją dziewczyną to to będę ja. - powiedział groźno Harry. Spojrzałam na niego, bo jeszcze chwilę temu się ze mną sprzeczał.
- Pójdę z Tobą Michael. - odwróciłam się do niego. Zrobiłam to po to by rozwścieczyć Harrego. Czułam się chora na samą myśl o tym co zrobię, łapiąc Michaela na dłoń. Nie byłam pewna jak głęboko tam jest. Naciągnęłam mocniej koszulkę na siebie stresując się jeszcze bardziej kiedy cofaliśmy się trzymając za dłonie. Ziemia podrażniała moje stopy. Przełknęłam gulę w gardle mocniej zaciskając palce. Spojrzałam na Harrego. Złość na jego twarzy była zrozumiała. Żałowałam tego już kiedy nabieraliśmy rozbiegu. Gdy nie czułam gruntu pod nogami wykrzyczałam z całych sił: Kocham Cię Harry! Nie wiem czy coś odpowiedział. Lot wydawał się dosyć długi. Koszulka podwinęła mi się i teraz zwinięta kończyła się na wysokości mojego biustu. Moja dłoń wciąż mocno ściskała rękę Michaela. Słyszałam jakieś krzyki, z pozoru wydawały się dochodzić z niedaleka.
W pewnym momencie uderzyłam w zimną taflę wody i nadal spadałam w dół. Otworzyłam oczy, woda była krystaliczna, taka czysta. Ręce miałam uwolnione od jakichkolwiek uścisków. Próbowałam wypłynąć na powierzchnię, szukając w tym samym czasie Michaela. Nigdzie go nie widziałam. Zaczęłam kopać nogami szukając go. Ale nigdzie go nie było. Widziałam chłopców jak stali na klifie patrząc na mnie. Z takiej wysokości wyglądali jak małe dzieci.
- Widzieliście...? -zaczęłam krzyczeć, gdy nagle...
- Bu! - Michael zaskoczył mnie.
- Pieprz się! - popchnęłam go, wcześniej poprawiając moją koszulkę.
- Przepraszam. - przeprosił za straszenie mnie.
- Więc... - spojrzałam na chłopców. - Kto następny? - krzyknęłam.

8 komentarzy:

  1. Super rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  2. heri zazdrośnik :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny *-*
    + Hej, jeśli chcesz żeby twój blog znalazł się na spisie fanfiction to serdecznie zapraszam do nas ! Wystarczy że zavoznasz się z regulaminem i napiszesz zgłoszenie tutaj ----> http://spis-fanfiction-pl-opowiadania.blogspot.com/p/zgoszenia.html
    Dopiero zaczynamy ♥

    OdpowiedzUsuń