piątek, 25 lipca 2014

Friday afternoon

Machałam naszymi splątanymi palcami gdy szliśmy wzdłuż ulicy. Większość chłopaków była zajęta, ale Lukowi i Ashtonowi udało się ] do nas dołączyć.
- Więc, jak się macie? - Luke zapytał niepewnie.
- Dobrze. - odparłam za nas oboje.
- To dobrze... - zatrzymał się. Podeszliśmy jeszcze kilka kroków, zatrzymując się w końcu i odwracając do niego. - Czujecie to? - spytał.
- Czujemy co?
- Deszcz! - Ashton zawtórował radości Luka patrząc w niebo.
- Kocham deszcz! - wybuchnęłam.
- Wejdźmy do środka zanim bardziej się rozpada. - nalegał Ashton. Weszliśmy do jakiejś knajpki, do której zdecydowanie nie pasowaliśmy, biorąc pod uwagę ilość motocyklistów znajdujących się w środku. Uśmiechnęłam się do nich nie chcąc skończyć jak Tanner...
- Co mogę wam podać? - natarczywa pani z fioletowym pasemkiem we włosach spytała.
- Chcemy tylko poczekać aż deszcz przestanie padać.- wyjaśnił Ashton.
- Żadnego wałęsania się.
- Weźmiemy skrzydełka i wodę dla naszej czwórki. - wtrąciłam się, na co uśmiechnęła się pod nosem.
- Jasna sprawa ślicznotko. Skąd jesteście? - zmieniła ton swojego głosu.
- Jesteśmy z Anglii. - odpowiedziałam za siebie i Harrego.
- Chłopak? - trąciła Harrego łokciem.
- Yeah. - ścisnęłam mocniej jego dłoń.
- Fajnie. Przyniosę wam skrzydełka i wodę, zajmijcie miejsca. - nalegała. Uśmiechnęłam się i podeszłam do stolika, czekając aż chłopcy podążą za mną. Siedzieliśmy praktycznie w ciszy, sącząc naszą wodę i przyglądając się padającemu deszczu. Harry był zdecydowanie niezadowolony z tego miejsca, trochę zdenerwowany prawdę mówiąc. Deszcz się nasilił, na co mój żołądek zareagował czymś w rodzaju fikołka. Mogę się założyć, że to fajny deszcz. Naprawdę mam ochotę wyjść i skakać po kałużach i biegać dookoła.
- Chodź. - wstałam i wyciągnęłam moją dłoń w stronę Harrego.
- Co?
- Wyjdź ze mną na deszcz. - błagałam.
- Nie ma mowy. - odmówił.
- No chodź. Jestem twoją dziewczyną, jak możesz mi odmawiać! - robiłam scenę, na którą niektóre z dziewczyn siedzących przy barze odwróciły się w naszym kierunku.
- Co się dzieje, Anglio? - spytały.
- Mój chłopak nie chce pobawić się ze mną w deszczu. - wydęłam wargę w jego stronę. Mogłam powiedzieć, że naciskałam jego zapalnik, naprawdę go drażniąc.
- Czemu nie? - jedna z nich, ta najbardziej przytłaczająca, wstała.
- Nie wydaję mi się żeby to był dobry pomysł. - wytłumaczył.
- Twoja dziewczyna chcę, więc Ty też powinieneś.
- Wiem czego moja dziewczyna chcę, więc nie powinnaś się w to wtrącać. - wstał, żałując pozwolenia im zaangażować się w naszą rozmowę.
- No chodź Hazz. - błagałam. Spojrzał na mnie, na co jego powierzchowna surowość zaczęła się kruszyć.
- Właśnie Hazz. - dziewczyna wtrąciła.
- Chodźmy Rose! - złapał moje ramię. Mrugnęłam do motocyklistki, a chwilę później byliśmy już przed budynkiem.
Miałam rację, deszcz był naprawdę przyjemny. Wskoczyłam do kałuży, ale po chwili przychyliłam się i związałam dół moje sukienki.
- Jesteś taka natarczywa. - marudził.
- Dobra Harry, masz dwie opcje. - zaczęłam. - Rozpocząć o to kłótnię albo pocałować mnie jak w filmach. - oświadczyłam.
Podszedł bliżej łapiąc moją twarz i przycisnął swoje usta do moich. To było wspaniałe. Chłodny deszcz i gorąco emanujące od naszego pocałunku.
- To było miłe. - wyszeptałam, podczas gdy moje oczy wciąż były zamknięte gdy on odsunął się ode mnie.
- Hej dzieciaki. - ktoś krzyknął na nas. Odwróciliśmy się i zobaczyliśmy mężczyzną idącego w naszą stronę z fotografem.
- Hej. - pozdrowiłam go zażenowana.
- Zastanawialiśmy się tylko czy możemy zrobić waszej dwójce stojącej przed budynkiem zdjęcie. - spytał. Spojrzeliśmy na siebie zanim wróciliśmy wzrokiem na niego.
- Czemu?
- Uważamy że to będzie dobra reklama pubu i przyciągnie sporo dzieciaków. - wyjaśnił.
- Och. - odpowiedziałam zdziwiona.
- Po prostu tak? - spytał Harry, gdy jego ręka była opleciona wokół mojej talii, pozując jak jakiś model.
- A może moglibyśmy sfotografować pocałunek? - spytał ufnie.
- Jasne... - Harry przeciągnął, odwracając mnie w swoją stronę. Deszcz nagle zaczął dodawać tak bardzo potrzebnego elementu prawdziwości. Nasze przemoknięte ubrania przylegały do naszych ciał, a z włosów kapała woda. Złapał moją twarz po raz kolejny i mrugnął do mnie zanim złączył nasze usta. To było miłe, naprawdę miłe.
- Dzięki. - mężczyzna wyszedł spod małego zadaszenia przy drzwiach.
- Tak, nie ma problemu. - uścisnęliśmy jego dłoń.
- Jestem burmistrz Clent. John Clent. - moje serce zatrzymało się, a moje usta musiały być szeroko otwarte gdy się do nas uśmiechał.
- Jestem Rose, a to Harry. - przedstawiłam nas jękliwie.
- Więc co tu robicie dzieciaki? - spytał, zauważając nasze akcenty.
- Rodzinne wakacje. - uśmiechnęłam się.
- Fajnie! Co stało się z twoimi kłykciami? - spytał Harrego starając się kontynuować rozmowę. Mój żołądek zawiązał się w supeł i czułam jak robi mi się niedobrze. Nie powiedział nic o ranach na twarzy, co sprawiło że byłam wdzięczna.
- Pomagałem mojemu przyjacielowi w przebudowie. - skłamał. Mądre.
- Och, kiepsko. - stwierdził, spoglądając za nas. - Ashton, Luke, cześć chłopcy!
- Cześć burmistrzu Clent. - Luke odpowiedział zażenowany starając się uśmiechnąć.
- Nie widziałam was w pobliżu już jakiś czas.
- Tak, byliśmy zajęci.
- Jaka szkoda! Powinienem wracać jednak do pracy! - powiedział w końcu. Ulga momentalnie oblała moje ciało. - Bądźcie ostrożni dzieciaki. Ostatniej nocy mój syn Tanner został napadnięty. - ciągnął dalej. Przełknęłam ciężko ślinę. Napadnięty? Tak powiedział ojcu. - Był w dość kiepski stanie, ale wygląda na to, że jest już lepiej.. - przyznał.
- To dobrze, będziemy ostrożni. Dziękujemy. Przyjemnego dnia. - zostawiłam zaistniałą sytuację wracając do środka. To musi być najgorsza sytuacja w jakiej kiedykolwiek byłam.

7 komentarzy:

  1. Pierwsza !!!
    zajebisty rozdział czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Pocalunek ja w filmi xd i to badzcie ostrozni moj syn zotal napadniety xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Oł maj gasz
    Burmistrz
    Ojciec Tannera
    Kłopoty
    Upss
    Świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział <3 zapraszam do siebie http://fallen-fanfiction-harry.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń