wtorek, 15 lipca 2014

Thursday evening

Wszyscy siedzieliśmy wokół ogniska. Było wietrznie, przez co byłam skulona na kolanach Harrego. Moja rodzina, chłopcy i Benny, wszyscy siedzieli dookoła ognia.
- Więc, co u wszystkich?
- Dobrze. - wymamrotał Harry. Zaczynałam powoli odpływać. Dłoń Harrego przenosiła się w górę i w dół mojej nogi gdy wszyscy rozmawialiśmy.
- Uch.. - zająknął się Luke. Wszyscy spojrzeliśmy na niego gdy jego głowa się odwróciła. - Może powinniśmy przenieść to do środka? - zaproponował. Spojrzałam na niego zdziwiona. Byłam zmęczona, ale nie aż tak żeby zostawić to. Było miło przy ognisku.
- Czemu? - spytała Anne. Spojrzeliśmy na niego. Na jego twarzy można było zobaczyć wymuszony uśmiech gdy chował telefon do kieszeni.
- Benny, myślę że powinieneś zabrać wszystkich do środka.
- Luke, co się dzieje? - był zaniepokojony. Luke przebiegł dłonią przez swoje włosy.
- Po prostu idźcie. - błagał. Benny przytaknął mu głową lekko zdezorientowany i zabrał nas do środka.
Starał się jak najbardziej zapanować nad sytuacją i ją zmienić temat. - To taka wspaniała noc. Jak wam się podoba Luizjana? - zapytał.
- Kochamy ją. - odpowiedziałam za wszystkich. Usta Harrego przycisnęły się do czubka mojej głowy w zgodzie.
- Jak długo jesteście razem dzieci? - spytał nas. Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało.
- Rok... - zaczął Harry - ...zanim zerwaliśmy i teraz prawie pięć miesięcy. - spojrzał w dół na mnie. Uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi.
- To dobrze. Wasza dwójka jest niczym bratnie dusze. - przyznał Benny.
Zachichotałam, oplatając swoje ręce dookoła Harrego mocno. - Jest moim Evangeline. - odniosłam się do filmu.
Minęła chwila i spojrzałam na Harryego, potem za okno. Zauważyłam chłopców odbywających dość ostrą rozmowę.
- Pójdę sprawdzić co u chłopaków. - zaproponowałam. Zostawiłam Harrego i wyszłam na dwór. Podeszłam do chłopaków którzy byli stłoczeni dookoła jednego. - Tanner. - jego imię wypadło z moich ust.
- Och, jest i Brytyjka. - przepchnął się przez chłopaków. Cofnęłam się, wpadając na krzesło ogrodowe.
- Co Ty tu robisz? - spytałam powoli.
- Przyszedłem dać Twojemu chłopakowi prezent.
- Jesteśmy tu jako rodzina. Proszę odejdź zanim Twojego ego zostanie zranione. - błagałam.
- Och.. - złapał moje plecy przyciągając mnie bliżej siebie. - ...jesteś taka słodka. - zadrwił.
Zakrztusiłam się własną śliną.
- Rose, chłopcy.. - Harry podbiegł w naszym kierunku zanim zwolnił. - Patrzcie kto się pokazał. - burknął. Próbowałam wydostać się z uścisku Tannera, jednak ten popchnął mnie na ziemię. Poczułam, że obradłam moje nadgarstki. Zignorowałam ból i niekomfortowe uczucie i wstałam. Zanim to zrobiłam oni byli już blisko siebie, twarzą w twarz. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Kontrolę nade mną przejął szok. Nie miałam pojęcia czy Harry ma zamiar się zamachnąć ani jak to się skończy. - Co Ty tu robisz? - warknął.
- Powiedziałem Lukowi że wpadnę. - powiedział złośliwie.
- Luke. - warknąłem.
- Rose. - wymamrotał.
- Przyszedłem żeby dać Ci to na co zasługujesz. - podszedł bliżej Harrego. Wskoczyłam pomiędzy nich, jednak szybko zostałam odepchnięta do tyłu przez Harrego. Chwyciłam tył jego koszulki, chcąc go powstrzymać.
- Nie robiłbym tego, koleżko.- Harry ostrzegł. Tanner odrzucił głowę w tył i zaczął się śmiać.
- Wiesz koleżko, nie powinieneś był mnie uderzyć tamtej nocy. - zaszydził.
- Tanner. - ostrzegłam.
- Nie wtrącaj się w to. - nalegał Harry.
- Nie! - sprzeciwiłam się. - Jeśli go uderzysz nie odezwę się do Ciebie. - przyznałam. - A jeśli Ty położyć palec na Harrym przysięgam na Boga...
- Co mała dziewczynko? - drażnił się.
- Nie kusiłbym mnie na twoim miejscu. - ostrzegł go Harry.
- Sprawdź mnie. - warknął Tanner.
- Ja nie żartuję. Harry po prostu odejdź. - doradziłam mu.
- Rose... - odpowiedział odwracając się. Spojrzał prosząco w moje oczy, walczył sam ze sobą. Oparł na kolana gdy Tanner rzucił się na niego. Przekręcił go i zaczął go bić. Krzyknęłam w przerażeniu, oglądając Harrego i nie mogąc nic zrobić.
- Broń się! Dobry boże, broń się Harry! - błagałam. Szybko karty się odwróciły i to Harry był na górze uderzając tego dzieciaka. Chłopak krzyczał w bólu i agonii gdy wszyscy uciekli.
- Harry! - Anne krzyknęła, będąc skamieniała przez to co widzi.
- Chłopcy! - wrzasnął Benny.
- Harry zejdź z niego! - rozkazałam. Odleciał, kompletnie odleciał. - TERAZ! - powiedziałam jeszcze raz. Podniósł wzrok na mnie, jego oczy kompletnie czarne. Oddychałam ciężko i nerwy wypełniały każdą moją komórkę.
- Tanner? - kolory odpłynęły z twarzy Bennego. Rozejrzał się dookoła. - Co się dzieje?
- Tej nocy gdy byliśmy na imprezie... - zaczęłam.
- Calum miał okropną biegunkę. - moja mama się wtrąciła.
- Co? - zaskoczony Calum spytał.
- Nie, nie miał. Tanner mnie pocałował i Harry próbował sam wymierzyć sprawiedliwość.
- Nic złego nie stało się tamtej nocy. - dodał Ashton, podnosząc Tannera na nogi i sadzając na krześle.
- Pokazał się tu żeby pobić Harrego, ale...
- Tak mi przykro. - błagał Harry.
Przycisnęłam moje place do rozciętych ust chłopaka.
- Shh. - uciszyłam go. Przytaknął. Jego twarz była blada, a oczy były czerwone.

6 komentarzy:

  1. zajebisty rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. - Tej nocy gdy byliśmy na imprezie...
    - Calum miał okropną biegunkę.

    Jezu co? XD

    Rozdział super

    OdpowiedzUsuń
  3. jeju swieetny porobilo sie

    OdpowiedzUsuń